Kooperacyjna zabawa w Rainbow Six: Siege nie zachwyca, a panujący chaos bez ogarniętej drużyny nie zachęca do zakupu pełnej wersji.

Beta Rainbow Six: Siege już za nami, o to moje pierwsze wrażenia. Nie czułem się ani na moment zachwycony tym, co otrzymałem. Zaprezentowana na targach E3 pierwszoosobowa strzelanina taktyczna jawiła się jako wielki powrót do udanych pierwszych odsłon znanej serii. W poprzednie części grało mi się niezwykle przyjemnie, a kampania jednoosobowa, której tutaj nie uświadczymy była zrealizowana poprawnie i przykuwała uwagę ze względu na złożoną rozgrywkę, opierając swoje działania na taktyce. Potem przyszła pora na S.W.A.T w ten czas czułem się zaskoczony ile radości mogą przynieść działania policyjne oddziałów SWAT. Nadal z utęsknieniem czekam na jej kontynuację, tymczasem po kilu latach przerwy od taktycznych oddziałów antyterrorystycznych Ubisoft Montreal postanowił wydać taktycznego sieciowego shootera, który ma zadowolić bardziej hardcorowych fanów. Na pewno brak kampanii jest czynnikiem ważnym dla których wiele osób nie zakupi omawianej gry, niemniej w tym wypadku twórcy postanowili poważnie skupić się na warstwie multiplayerowej, ale póki co cała jej zawartość jak na razie nie zachwyca rozmiarem ani wykonaniem.

 

Bardzo mnie cieszy wydanie tej bety, albowiem gra na targach nie tylko wzbudziła euforię, ale zdobyła ogromne uznanie wśród wielu redakcji. Okazuję się, że rozgrywka po kilku meczach niestety, ale staję się nużąca, mocno powtarzalna i nie miałem większej ochoty na rozegranie następnej partii. Mecze są dynamiczne i przeważnie trwają 5 minut, po czym wracamy do menu. Sprawia to wrażenie, że całość zbyt szybko się kończy, gdy zabawa nabiera rumieńców. Technicznie jest całkiem ok, wyszukiwanie meczy trwa zaledwie chwilę i szybko przechodzimy do głównej areny zmagań. Oczywiście nie mogło zabraknąć mikropłatności za ekwipunek co nie przysporzy jej dodatków fanów.  Co się tyczy samej warstwy rozgrywki kładzie ona większy nacisk na taktyczne działania i stawia na realizm, choć miejscami system obrażeń szwankuję i gdy posyłam kulę w stronę wroga ta nie wiadomo czemu nie rani oponenta. Z kolei jego strzał posyła mnie na glebę. To wymaga jeszcze dopracowania, mimo to całość zabawy nie jest tak bardzo złożona, jak bym sobie tego oczekiwał.  Możliwości jest i tak wystarczająco, aby się tutaj dobrze bawić. Taktyka nadal jest mocno zaakcentowana, dzięki czemu gra się w wielu miejscach bardzo przyjemnie. Niemniej oczekiwałem więcej i przede wszystkim większej różnorodności. Schemat jest bardzo banalny, wyeliminować drużynę przeciwnika. Możemy tworzyć barykady, wysadzać ściany, możliwości jest wiele, aby prowadzić operacje zarówno defensywne jak i ofensywne.  Rozgrywka sprowadza się jedynie do wyeliminowania oponentów i to jest ten główny problem, bo brakuję czegoś co mogło by tą przygodę sieciową urozmaicić. Oczekując od niej jakiejś bardziej realnej symulacji członka  antyterrorystycznego oddziału możemy poczuć lekki zawód. Mimo, że gra podąża innym kierunkiem niż seria Battlefield czy Call of Duty, to nadal nie poczułem magii bycia antyterrorystą, grozy jaką wzbudza fakt, że jedna kula może zadecydować o tym jak skończą się wspólne, kooperacyjne działania. W każdym razie gra  skierowana jest do szerszego grona odbiorców, po to żeby dać możliwość zaznajomienia się z tą tematyką.

 

Jest to shooter stawiający na taktykę, lecz gra się w niego zupełnie inaczej niż w dzisiejsze popularne strzelaniny. Jedna kula posyła nas na ziemię. Mimo, że rundy trwają krótko są niezwykle emocjonujące, ze względu na wszechobecną klaustrofobię wewnątrz budynku i paniczne rozglądanie się wokoło w czajeniu się na wroga lub przeczesywaniu pomieszczeń, gdy jesteśmy stroną atakującą. To zaś sprawia, że miałem poczucie adrenaliny. Strzela się przyjemnie, ale czy lepiej niż w takim Battlefieldzie to już kwestia gustu. Niemniej  występujący w grze realizm i wszechobecna fizyka sprawia, że tytuł ten potrafi wciągnąć podczas tej 5 minutowej potyczki. Ekwipunek również daję pole do manewru, aby przyszpilić efektownie terrorystów. Zakładnicy, rozbrajanie bomb nie są  to elementy wystarczające, aby uatrakcyjnić rozgrywkę, ewidentnie czegoś tutaj zabrakło z gier pokroju S.W.A.T. Większa część zabawy sprowadza się do oczyszczenia pomieszczeń z oponentów, przez co brak urozmaicenia szybko daję we znaki. Brakuje tutaj elementów zaskoczenia, trybów w których byśmy mogli poczuć większą dawkę adrenaliny, chociażby widok z perspektywy trzeciej osoby, pościg za terrorystą coś spektakularnie efektownego co by poziom wykonania multiplayer owego podniosło na wyżyny ponad inne kooperacyjne gry tego roku


Gra jest stworzona pod drużynę i komunikację taktyczną co widać od samego początku, wtedy tytuł ten wiele zyskuję na jakości. Najpopularniejszym trybem w becie jest terrorist hunt, czyli 5 na 5. Co by nie powiedzieć, tryb ten wzbudza wiele dobrych emocji i daję porządny zastrzyk adrenaliny, zwłaszcza gdy bacznie obserwujemy otoczenie.  Drużyna atakująca ma wiele opcji wejścia do budynku czy to spinając się po linie czy też wysadzając drzwi. Po przeciwnej stronie barykady ekipa broniąca się także ma spore opcje defensywne, ryglowanie drzwi z desek, zastawienie pułapek każdy znajdzie coś dla siebie. To czyni się, że w Siege chce  się po prostu grać dłużej niż te parę minut.  Niestety nie udało mi się trafić na zgraną drużynę, która by się komunikowała głosowo przez co w każdy niemal mecz wkradał się wszechobecny chaos, zamiast współpracy były indywidualne, egoistyczne wyczyny, które często kończyły się zgonem. To są cechy, które odstraszają potencjalnego nabywcę w tym również mnie. Siege ma potencjał, ale dopiero wtedy gdy dobierzemy odpowiednich kompanów do naszego teamu i z taką myślą tą produkcję stworzono.

 

Graficznie tytuł ten nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym na tle konkurencyjnych produktów. Tekstury w wielu miejscach nie domagają, mimo to na szczęście optymalizacja jest wykonana wzorowo.  Podczas zabawy praktycznie nie uświadczyłem większych czy to drastycznych spadków animacji. Ubisoft w końcu się postarał, przypominając sobie nie tak dawne wpadki techniczne np. w serii Assassin's Creed.  Otoczenie na zewnątrz wręcz straszy słabą jakością tekstur,  ale gdy wejdziemy już do środka gra zyskuję na wyglądzie i to bardzo w pozytywnym słowa tego znaczeniu w tym także nieźle wyglądają spluwy. Taki sobie poziom oprawy wizualnej ratuję poniekąd dobrze zrealizowany dźwięk, może nie jest to najwyższy poziom znany z gier ze studia Dice, ale jak na produkcję Ubisoftu przystało trzyma wysoki poziom.

 

Czy czuję zawód ? Z całą pewnością nie, bo już ogrywana wersja na targach E3 mnie jakoś wybitnie nie przekonała do siebie.  Moje kilka godzin z betą uświadomiło mnie, że nie jest to tytuł dla mnie i także dla osób, które nie są w stanie znaleźć zgranej ekipy do porozumiewania się komunikacją głosową. Jeżeli takowych posiadacie, gra wtedy ma sens i bardzo wiele zyskuję na jakości. Tą produkcją ewidentnie stworzona z myślą o zgranym teamie i nieustannej współpracy, która przyczynia się do polepszenia zabawy. Pozbawienie trybu jednoosobowego dla tej marki nie jest czymś za co się chwali dewelopera, a w tym momencie zabawa multiplayerowa niezbyt mocno przyczynia się do polepszenia tego stanu rzeczy. Warto jednak było zagrać po to żeby zobaczyć panujący w trakcie rozgrywki dysonans pomiędzy ekipą profesjonalistów a całkowicie losowo dobranych graczy.


 

 

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium