Przykuwająca wzrok grafika oraz niezwykle przyjemny gameplay. O to moja wstępna opinia o The Division.

 

Po raz pierwszy wielką produkcję studia Massive Entertainment przedstawiono na targach E3 w 2013 roku. W tym właśnie czasie nowe IP przyćmiło wszelkie inne tytuły i równocześnie olśniło zarówno redaktorów branży gier, jak i jej samych uczestników. Zaprezentowany światu pierwszy fragment rozgrywki wzbudzał euforię, a także powodował opad szczęki na widok fenomenalnie zapowiadającej się oprawy graficznej . Od strony czysto wizualnej był to istny majstersztyk. Nowy projekt głównie reklamowano jako wieloosobowy RPG z otwartym światem, coś na wzór MMORPG. Dodatkowo wykorzystujący w pełni możliwości współczesnych komputerów oraz konsol nowej generacji. Te wszystkie zawirowania wokół nowej marki wzbudziły ogromne zainteresowanie się tym tytułem.  W każdym bądź razie szykuję się największa premiera nowego IP w historii gier wideo. Ogromne oczekiwania, gigantyczny budżet, długie obsuwy oraz widoczny downgrade graficzny czy to nie będzie, aby powtórka z Watch Dogs? Moim zdaniem nie zapowiada się na to!

 

 

Gra ''The Division'' jest tworzona równocześnie przez trzy ekipy Ubisoft Massive, Ubisoft Reflections, Ubisoft Red Storm i mierzą wysoko z nadzieją na końcowy sukces. Niewątpliwie tytuł ten elektryzuję mnie i ekscytuję od samego początku jego ujawnienia. Około dwóch tygodni temu odbyły się zamknięte testy, teraz przyszła pora na otwartą betę. Ponownie wsiąkłem niczym gąbka w świat zrujnowanej nowojorskiej dystopii. Dosłownie całe trzy dni spędziłem na zwiedzaniu kolejnych zakamarków tej szarej dzielnicy metropolii. I wiecie co? Spodobało mi się to na tyle, że nie chciałem opuszczać tego świata. Zacznę może od tego, że mamy tutaj do czynienia z otwartym światem z miejscem akcji usytuowanym właśnie w Nowym Jorku. Metropolia została podzielona, na dzielnice które odbijamy z rąk terrorystów. Nie brzmi to specjalnie odkrywczo i pasjonująco, ale wystarczająco by się tutaj dobrze bawić. W każdym razie w becie udostępniono zaledwie mały wycinek ogromnego miasta. Niemniej na samym wstępie tworzymy naszą postać i po chwili wyruszamy w podróż. Szkoda jedynie, że edytor tworzenia naszego bohatera jest skromny i mało wyróżniający się na tle gier MMO. Mam głęboką nadzieję, że pełna wersja pod tym kątem zostanie bardziej rozbudowana i pozwoli stworzyć unikatowego herosa. Wędrówkę rozpoczynamy w hubie, gdzie jest całkowicie bezpiecznie oraz przy okazji można spotkać innych żywych graczy. To równocześnie miejsce, w którym można ulepszyć nasze zdolności, a także kupić lub sprzedać nasz pozyskany ekwipunek. Dostosowywanie sprzętu oraz syndrom upgrade to coś, co zawsze wywołuje na mej twarzy malowniczy uśmiech. The Division na tym polu nie zawodzi.

 

 

 

Po wyjściu z bazy szybko zapoznajemy się z mechaniką zabawy, wykorzystywaniem systemu osłon wzorowanym na Gears of War. Rozpoczyna się prawdziwa survivalowa wędrówka po nowojorskich zgliszczach. Już na wstępie dochodzi do pierwszej poważniej konfrontacji ze zbirami, którzy tu i ówdzie się plątają, tym samym rozpoczyna się efektowna oraz dynamiczna strzelanina. Feeling strzelania jest naprawdę bardzo przyjemny i wcale nie gorszy niż w produkcjach od Epic Games. To, co mi się podoba to intensywność pojedynków podobna do gier z serii Borderlands. Każdą broń charakteryzuje inny odrzut i siłę rażenia, niemniej czuć zmianę, z lekkiego karabinku na ciężki CKM. To w zasadzie bardzo udane połączenie Borderlandsów oraz Gearsów. Ktoś, kto nie przepada za strukturą MMO to z pewnością ten tytuł z automatu go odrzuci. Owszem jest przygoda singleplayerowa z misjami fabularnymi, jakieś tam mało wyraziste postacie oraz dialogi, ale nie jest to esencją tego tytułu. Wydaję mi się, że to jedynie taki dodatek dla tych, co lubią i cenią  sobie w grach właśnie opowieść bez, której nie mogą się obejść. Mimo wszystko nowa marka kładzie w głównej mierze nacisk na wieloosobowe podboje i z taką myślą ją stworzono. Kampania jest uzupełnieniem oraz jednym z powodów, by inni gracze nie czuli rozczarowania brakiem właśnie jednoosobowej przygody. Przynajmniej ja tak to widzę, mogę się oczywiście mylić, a na pewno pełna wersja zweryfikuję wszelkie spekulacje w tej kwestii.

 

 

 

Ukończenie misji w świecie offline stricte fabularnych nie było czasochłonne. Raptem było ich parę w tym jedno nowe zadanie. Niby są dialogi, postacie, ale wszystko to jest takie suche i mało przekonywujące. Na razie nie przykuło to mojej większej uwagi. Dużo strzelania, kilka prostych dodatkowych czynności w postaci eskorty cywila, nic szczególnego co bym zapamiętał na dłużej. Misje poboczne też nie powalają różnorodnością, oczyszczanie konkretnego rejonu i wypuszczenie jeńców sprawia radość tylko za pierwszym razem. Gry Ubisoftu słyną z kolekcjonowania znajdziek, tutaj jest podobnie. Na chwilę obecną nie zmalałem nic, co by mogło mnie elektryzować i równocześnie zachęcić do eksploracji kolejnych dzielnic w ramach eksploracji w trybie offline. Jedna klimatyczna oraz sugestywna misja w podziemiach nie czyni wiosny, w której owszem dużo się strzelało, tworząc niemały zastrzyk adrenaliny oraz permanentne poczucie zagrożenia. Niemniej sama konstrukcja misji i jej dynamika kręci się wokół sukcesywnym podnoszeniu umiejętności naszego protagonisty. Za wszelkie czynności otrzymuje się punkty doświadczenia i to stanowi główny motor napędowy The Division. Warto wspomnieć, że niektóre zadania wymagają od nas odpowiedniego levelu i można przechodzić je wspólnie z trójką znajomych.

 

 

 

Zabawa w The Division polega na systematycznym rozwoju naszego bohatera, opartym na systemie progresji, przypisywaniu kolejnych nowych umiejętności i perków. To jest cała kwintesencja tej nowo powstającej marki. Tytuł oferuję bardzo rozbudowane drzewko rozwoju postaci, mało czytelne, ale bardzo akcentujące elementy RPG. Przynajmniej tak reklamowano nowe IP, jako wieloosobowe doświadczenie z walorami RPGa. Gra przypomina serię Borderlands z prostego powodu, nad każdą postacią napotkaną w trakcie rozgrywki widnieje pasek zdrowia i jego poziom. Im wyższy tym oponent trudniejszy do pokonania. Od czasu do czasu można się natknąć na mini bossa. Wyskakujące z ciał elementy ekwipunku są zaznaczone kolorem zielonym bądź niebieskim. To może być wszystko, pancerz, broń, dodatkowy element w postaci np. lunety. Dla jednych może być to wadą dla innych wręcz przeciwnie- zaletą.

 

 

To nie jest tytuł z realistycznym modelem strzelania czy też takim, w którym wystarczy jeden, celny headshot. To produkcja z przyjemną, efektowną wymianą ognia, gdzie wywalamy cały magazynek na jednego przeciwnika. Przypomina to zabawę w RPGa i podobne podejście jak w przypadku trzeciego Mass Effecta. Co chwila zmieniamy sprzęt, spluwę na mocniejszą sięgając po nią nieustannie. Cieszy fakt, że podczas rozgrywki, eksplorowania różnych zakamarków, co chwilę trafiałem na coś nowego w kwestii tego co mógłbym jeszcze do plecaka upchać. Lubię mieć wybór i różnorodność, co oczywiście po czasie sprawia konfuzję. Niemniej jednak zdobycie wysoko levelowej giwery sprawia masę radości. O tuż to, w The Division jest motywacja do eksplorowania i dążenie do zdobywania coraz bardziej unikatowych trofeów czy to w postaci mocniejszego pancerza czy też zupełnie czegoś innego, przynajmniej w trybie online. Zaoferowano tutaj również całkiem rozbudowany system craftingu. Pod tym kątem nie mam absolutnie jakichkolwiek zastrzeżeń. Oczywiście ogromnym atutem jest bez wątpienia sugestywny klimat miasta, warstwa eksploracyjna w tym także progresywny rozwój bohatera. To trzy najważniejsze, najbardziej interesujące mnie rzeczy podczas przemierzania kolejnych ulic.

 

 

 

Od strony czysto graficznej gra prezentuję bardzo wysoki poziom i w tej kwestii nie czuję rozczarowania. Jestem w pełni usatysfakcjonowany poziomem jakości oprawy wizualnej. Owszem zgadzam się z wieloma zarzutami pod kątem downgradu, że nie jest to ten sam zachwycający poziom zaprezentowany na targach E3 w 2013 roku, ale nie jest to tak dokuczliwy i rażący w oczy regres graficzny jak, chociażby w przypadku Watch Dogs. Przy tym przytoczona przeze mnie produkcja Ubisoft wyglądała znacznie gorzej i działała równocześnie też słabiej. Z The Division sytuacja ma się diametralnie inaczej, jest cała masa ustawień graficznych, więc łatwo tutaj o kompromis w kwestii zarówno wydajności, jak i samego wyglądu. Wszystko to jednak zależy od własnych preferencji i posiadanego sprzętu. Ja na swoim komputerze przy ustawieniach predefiniowanych na high w 1080p osiągałem zadowalającą płynność na poziomie średnio 50 fpsów. Parafrazując nie trudno osiągnąć dobrą wydajność przy jednoczesnym wyłączeniu kilku zbędnych bajerów wizualnych. Grafika już przy średnich detalach prezentuję naprawdę wysoki poziom szczegółowości. Pod względem technicznym i stabilności serwerów to bardzo udana beta.

 

 

To, co mi zaimponowało to z pewnością przedstawione post apokaliptyczne miasto - Nowy Jork. Design i jego estetyka robi niesamowite wrażenie, w pewnych momentach wręcz piorunujące. Podczas rozgrywki wielokrotnie musiałem zrobić jakiegoś screena. Niemniej zadbano tutaj niemal o każdy najdrobniejszy detal. Porzucone samochody, unoszące się w powietrzu papierki, zamieć śnieżna - to wszystko robi kapitalne wrażenie. System progresji dnia i nocy to już standard w grach sandboksowych, więc tutaj również został zaimplementowany. Nie jestem w stanie doczepić się do downgradu, gdy produkcja prezentuję tak wysoką jakość wykonania. Tym samym nie spuszczając się nad warstwą wideo, zakończyłem odwieczny spór w kwestii technologicznej fiksacji osób, dla których poziom grafiki jest jedynie wyznacznikiem jakości gry. Oprócz zjawiskowej miejscami warstwy wizualnej gra zyskuję również moje uznanie w kwestii niesamowitego poziomu udźwiękowienia. Dźwięk brzmi rewelacyjnie, więc osoby posiadające dobrej jakości słuchawki docenią nowe działo Massive właśnie pod kątem dopracowanego audio. Czuję jednak niedosyt w kwestii muzyki, ale także lekko zaniepokojony czy będzie ona na tyle sugestywna i wywołująca uniesienie, co właśnie niesamowity klimat Nowego Jorku.

 

 

 

Rozgrywka po drugiej stronie offline nie zaskakuję, natomiast warstwa multiplayerowa to inna para kaloszy. Nie zawodzi moich wygórowanych oczekiwań, a sam aspekt kooperacyjny tylko podkręca moją ochotę na pełną wersję. Immersja jaka się wydziela podczas wspólnego przemierzania w czteroosobowym teamie sprawia niesłychanie wiele radości. Granie w zgranej drużynie dawno nie sprawiało mi tyle dobrej zabawy ( pomijając najnowszego Siege) od czasów Future Soldier. Wspólna eksploracja, wzajemne osłanianie się i zdobywanie łupu to po prostu ubóstwiam w grach stricte sieciowych. Chociaż po chwili może stawać się to nudne oraz monotonne, to jednak myślę, że pełna wersja urozmaici potencjał strefy Dark Zone. Tym bardziej produkt finalny ciekawi mnie z tego względu co jest nam wstanie zaoferować więcej. Póki co jest moc, lecz brakuję jej szlifów.

 

 

 

Reasumując, The Division nie zawodzi, ani też nie rozczarowuję przynajmniej w wersji demonstracyjnej, czysto poglądowej, a jedynie podsyca niewyobrażalną chęć ogrania finalnej wersji, która ma się ukazać lada moment, a dokładniej 8 marca. Nie jest to na pewno sieciowa rewolucja oraz przełom graficzny, ale jest to tytuł kompletny, który spełnia wszystkie standardy produkcji z otwartym światem i idzie ciut dalej względem konkurencji. Rozwija pewną koncepcję, stawia przede wszystkim na aspekt sieciowy oraz rozbudowane elementy RPG. Dla fanów gatunku MMO może to stanowić łakomy kąsek, w każdym razie ja chętnie sięgnę po ten tytuł w odpowiednim czasie. Mimo, że ''hype'' nadal nie stygnie, nie maleje wokół właśnie The Division, to jednak apetyt na tą produkcję wzmaga się im bliżej jej premiery. Pozostaję czekać z nadzieją, że pełna wersja nie zawiedzie i zaoferuję więcej tego co tutaj znalazłem.

 

 

Nadzieje: miasto będzie obfitować w większą ilość atrakcji oraz większą różnorodność misji, że twórcy uatrakcyjnią rozgrywkę pod kątem zabawy offline jak i online, fabuła się rozkręci, stabilność serwerów oraz optymalizacja będzie przynajmniej tak samo dobra jak w becie, kreator postaci zaoferuję więcej możliwości, usprawnią AI oponentów, nie zaniżą jakości oprawy wizualnej, może dodadzą więcej NPCów

 

Obawy: gra może szybko się znudzić przez znikomą ilość atrakcji oraz opustoszałe ulice miasta, warstwa eksploracyjna zniechęci, że będzie za dużo strzelania a za mało treści i zawartości, strefa Dark Zone nie zostanie w pełni wykorzystana i aspekty sieciowe nie zostaną rozbudowane względem wersji poglądowej

 

 

Produkcję od Ubisoft przyzwyczaiły nas do niepewności, czy aby ich gra zaoferuję odpowiednią jakość i nie będzie przereklamowanym, technicznym niewypałem. Niemniej pozostawiając wszelkie wątpliwości w tyle, zapowiada się na rozbudowaną, wielowymiarową przygodę w świecie żywych graczy. Rozgrywkę w The Division można opisać w trzech słowach - eksploracja, rozwój, kooperacja. To wszystko daję niewyobrażalne poczucie wolności, swobody działań oraz zachęca do wspólnej zabawy w świecie skażonym przez złych ludzi. Szary, pozbawiony kolorów i niekiedy przygnębiający wizerunek nowojorskich zgliszczy ma swoje wady, ale równorzędnie ogromne zalety. Nie ma rewolucji, lecz jest naprawdę nieźle!

 

 

 

 

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium