Minął niecały rok od ubiegłorocznej premiery Airland Battle. Właśnie przyszła pora na kolejną odsłonę cyklu pt. "Red Dragon''. W trzeciej części, studio Eugen Systems postanowiło wzbogacić serię o marynarkę wojenną. Chociaż sama idea na początku wydawała się optymistyczna, tym razem efekt końcowy nie jest już na tyle zadowalający. Czy pomimo niższych ocen od recenzentów, nowa odsłona serii Wargame potrafi dostarczyć fanom oraz nowym odbiorcom tyle pozytywnych wrażeń, co poprzednia?


Gdy po raz pierwszy zagrałem w Wargame, poczułem podmuch świeżości i... było to niezłe. Airland Battle jeszcze bardziej mnie do siebie przyciągnął, lotnictwem i skandynawskim chłodem. Po Red Dragon nie oczekiwałem cudów, ale miał szansę mnie pozytywnie zaskoczyć. Eugen Systems, po niemałym sukcesie dwóch poprzednich części, postanowiło kuć żelazo, póki gorące. Jednak zmiany, jakie zastosowano w tej części nie są specjalnie drastyczne, a jedynie wzbogacają dobrze nam znaną mechanikę rozgrywki. Muszę przyznać, że całkiem nieźle im to wyszło.


Tym razem terenem działań zbrojnych jest południowo-wschodnia Azja. W sumie składa się to na 4 kampanie, odbywające się w latach 1979-1987. Zatem pokierujemy Chińską Armią Ludową, Rosjanami, Koreą Południową lub Wlk. Brytanią. Mimo, że kampania doczekała się kilku usprawnień, wciąż pozostaje kalką poprzedniczki. Jej podstawę nadal stanowi turowa mapa oraz przesuwanie wojsk, z tą różnicą, że możemy atakować nie tylko jednym oddziałem, lecz wysyłać w bój kilka na raz. Z nowości można wymienić możliwość manipulowania czasem w trybie dla pojedynczego gracza. Czas można zarówno przyspieszać, jak i zwalniać. Dosyć długo fani serii musieli czekać na taką zmianę, aczkolwiek lepiej późno, niż wcale. Niestety na możliwość rozegrania kampanii w kooperacji się nie doczekałem, a szkoda.


Dużą zaletą Czerwonego Smoka jest obecność nowych nacji, m.in. Chin, Korei Północnej i Południowej, Japonii, czy nawet Nowej Zelandii. Nowe frakcje to jeszcze więcej jednostek. Od zawsze dla mnie najważniejszą rzeczą w gatunku RTS było zróżnicowanie wojsk i zachowanie odpowiedniego balansu. To w serii Wargame wydaje się ciągle sprawnie działać.


Największą nowością w Red Dragon jest oczywiście obecność floty. W grze uświadczymy zarówno mocniejsze klasy okrętów m.in. niszczyciele, fregaty, korwety, jak i te mniejsze np. amfibie czy łodzie patrolowe. O ile flota morska dobrze wypada jako wsparcie ogniowe z morza, o tyle już same bitwy morskie są niedopracowane. Starcia morskie zbyt często nudzą i zbyt łatwo się je wygrywa. Mała ilość jednostek morskich oraz słaby balans są głównymi winowajcami złego stanu morskich batalii. Potencjał tkwi tylko pytanie, czy zostanie on wydobyty spod dna morza?


W Airland Battle niepewny sposób, a jaki prowadzono lotnictwo okazał się być jedynie rozwiązaniem dla wzbogacenia rozgrywki, czego nie można napisać o marynarce wojennej. Niemniej jednak esencją gry pozostają walki na lądzie, które zyskały na atrakcyjności, dzięki urozmaiceniu terenu oraz ogromnej ilości map, która w DLC z pewnością się jeszcze powiększy. Teren działań wojennych to scenograficzny popis umiejętności. Obejmuje zarówno tereny pustynne, jak i te bardziej porośnięte. Rozmiary map też rysują na mojej twarzy uśmiech ze względu na gabaryty i możliwość rozegrania spektakularnych oraz monumentalnych bitew z udziałem wielu jednostek.

 

Graficznie Czerwony Smok prezentuję lepszą jakość. To za sprawą bardziej zróżnicowanych map i poprawionych efektów specjalnych. No i w końcu woda wygląda naturalnie, a jednocześnie wybuchy okrętów sprawiają miłe wrażenie dla oczu. Muszę przyznać, że dopiero nowa część znacznie lepiej kontynuuje tradycję widowiskowej strategii od Eugen.


Jak można łatwo zauważyć, gra posiada sporo zalet. Jedna z nich kryję się w trybie wieloosobowym, ponieważ dopiero tam odkrywamy prawdziwy potencjał tej serii. Chętnych do gry od samego początku jest mnóstwo. Do tego dochodzi m.in. usprawniona wyszukiwarka meczów, serwery dedykowane i wiele nowości w systemie tworzenia talii. To sprawia, że to nie lada gratka dla zwolennika sieciowego stratega. Zapewniam was, że większość czasu właśnie spędzicie tutaj tak jak ja dzieląc się taliami ze znajomymi, obmyślając taktykę w danej chwili.

 

Więc jaki jest zatem nowy Wargame? To nadal ta sama solidna produkcja, lecz nieco ładniejsza i lekko usprawniona. Liczba wprowadzonych zmian co prawda nie jest oszałamiająca, co może budzić u wielu liczne kontrowersje. Jednak atrakcyjna cena gry w wersji cyfrowej, drobne zmiany na lepsze i świetnie zaprojektowane mapy czynią z tej produkcji nadal solidny strategiczny kąsek. Gdyby tylko bitwy morskie, balans starć oraz pokuszono się o większą ilość okrętów, zapewne wtedy ocena poszybowałaby oczko wyżej. Mimo to nadal warto zagrać! Strategii jest jak na lekarstwo, więc szykujcie się na kolejną widowiskową bitwę w sieci tym razem z udziałem wojsk Chin. Jeśli kupować to tylko dla trybu multiplayer, bowiem nowy Wargame nadal zostaję produkcją stricte sieciową.


Ocena gry 7.5/10



plusy Zalety:

  •   Kontrola czasu w trybie dla pojedynczego gracza;
  •   Ogromna ilość zróżnicowanych map pod kątem scenografii;
  •   Nowe nacje oraz przytłaczająca ilość nowych jednostek;
  •   Bardzo dobra oprawa graficzna;
  •   Zmiana obszaru działań wojennych na teren Azji;
  •   Rewelacyjny oraz dopracowany tryb sieciowy;
  •   Drobne zmiany w kampanii na lepsze...


minusy Wady:

  •   ...lecz nadal opiera się na tym samym schemacie;
  •   Okręty wojenne nie wnoszą takiej świeżości jaką było dodanie lotnictwa;
  •   Bitwy morskie szybko nużą i wymagają dopracowania;
  •   Lista zmian mogła być większa;
  •   Brak nowych trybów rozgrywki;

 

autor: Kamil Nakonieczny



Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium