Nowa odsłona ''Splinter Cella'' po dłuższej zadyszce powraca na właściwy tor

Porzucam swoją osobistą historię. Wracam do korzeni najlepszych chwil z ''Chaos Theory''. Zostaję mianowany dowódcą Czwartego Eszelonu. Teraz walczę o lepsze jutro a zarazem staram się zapobiec następnym atakom terrorystycznym. Celem stała się czarna lista a ja sam zaś wcielam się w postać Sama Fishera i nie pozwolę na dokonanie kolejnego zamachu, podobnego do jakiego doszło na wyspie Guam. Odradzam się na nowo.Pomimo upływu lat ciągle jestem sprawny fizycznie i pokażę wam, na co mnie tak naprawdę stać.

Na początku podchodziłem bardzo sceptycznie nastawiony do nowej produkcji Ubisoft Toronto. A to ze względu, że po ukończeniu ''Conviction'', które tak na marginesie złe nie było, pozostawił pewien niesmak oraz niedosyt. Gry, która niegdyś kładła spory nacisk na skradanie, a ważną rolę odgrywało pozostawanie w cieniu. Czy pomimo wykorzystania dawnych schematów z pierwszych kultowych części pozostawiając trochę tych z '' Conviction'' udało się stworzyć coś godnego uwagi? Czy mimo tych ciepłych słów warto zainteresować się z nowym Splinter Cellem? Na te pytania i nie tylko postaram się odpowiedź w niniejszej recenzji do której już z tego miejsca gorąco zachęcam.

Fabuła gry tym razem porzuca osobistą historię protagonisty skupiając się na walce z inżynierami. W ich skład wchodzi dwunastu wyspecjalizowanych terrorystów, którzy w sposób brutalny i nieprzewidywalny próbują odmienić świat. W tym momencie do akcji wkracza nikt inny jak Sam Fisher, który zostaję mianowany dowódcą Czwartego Eszelonu. Innymi słowy ściśle tajnej organizacji pod kontrolą pani prezydentowej Stanów Zjednoczonych. I na tym mógłbym zaprzestać opisu dalszej części historii, która potrafi nawet zaciekawić, mimo, że to kolejna historyjka o ratowaniu świata spod rąk złego terrorysty. Pomimo dość oklepanego schematu, wydarzenia śledzi się z zapartym tchem. To kolejna produkcja sygnowana marką Toma Clancy'ego, w której spodziewamy się czegoś wielkiego w stylu ''wow, ależ to było dobre'' a efekt końcowy nie jest w pełni zadowalający. Dla tych co lubią filmy sensacyjne z domieszką polityki opowieść o szpiegowaniu może przypaść do gustu. Uświadczymy w niej kilka niezłych zwrotów akcji czy widowiskowych scen z rodem z hollywoodzkiego kina akcji. I tyle wam powinno wystarczyć.

Dowódcą jest nikt inny jak - Sam Fisher, któremu zostają przydzieleni trzej specjaliści. Pierwszą z nich jest dobrze nam znana wcześniej postać ''Grim''. Pozostała dwójka to Issac Briggs - weteran wojenny oraz haker - Charlie Cole. Stacjonują oni na supernowoczesnym samolocie o nazwie ''Paladyn''. To tak naprawdę nowsza wersja ''Air Force One'' naszpikowana innowacyjnymi technologiami. Co ciekawe po samolocie możemy swobodnie się przemieszczać oraz rozmawiać z pobocznymi postaciami. Do tego prawdziwą wisienką na torcie jest możliwość modernizacji ''Paladyna''. Te mobilne centrum dowodzenia pozwala nam się zapoznać z ekranem wyboru misji i informacji o celach danego zadania. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, aby nawet wykonać telefon do córki Sama. Niby mała rzecz a cieszy.

Rozgrywka w nowym Splinter Cell to udany powrót do korzeni. Z biegiem czasu dostajemy coraz więcej swobody podczas przechodzenia misji. Pojawia się więcej ukrytych przejść, alternatywne ścieżki dla tych, którzy pragną pozostać niezauważeni. Gra kładzie nacisk na skradanie się, zatem zapominamy o dynamicznych akcjach z rodem ze ''Splinter Cell Conviction''. Tytuł od samego początku zachęca nas do zaprzyjaźnienia się z cieniem, który to jest naszym głównym przyjacielem. Wisienką na torcie jest możliwość przejścia paru etapów bez zabijania nikogo czy pozostając anonimowym w swoich poczynaniach. Niemniej w paru misjach jesteśmy wręcz zmuszeni do walki bądź zabicia kogoś. W paru także momentach decydujemy o tym czy danego gagatka zabijemy czy darujemy mu życie. Na co się w końcu zdecydujemy nie ma większego znaczenia, a ma to jedynie kosmetyczny wymiar nie mający wpływu na dalszy rozwój wydarzeń.

Duch, pantera czy może szturmowiec? O to trzy odmienne od siebie style, które mamy do dyspozycji i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie wedle upodobań. Styl ducha premiuję cichy wariant opierający się na niezauważalnym przemykaniu koło wrogów. Nie dając się przy tym wykryć oraz premiuję bezgłośne ogłuszanie przeciwników. Drugi zaś to pantera- skupia się na bardziej agresywnym omijaniu patroli oraz cichym dokonywaniu zabójstw. Ostatni to nic innego jak otwarte wymiany ognia, bezpośrednie zabójstwa przy użyciu całego asortymentu dostępnych narzędzi. Gra najbardziej wynagradza graczy korzystających z tego pierwszego, który nie dość, że przykuwa najwięcej uwagi to równocześnie wymaga od nas największego skupienia i rozwagi w planowaniu działań. Wszystkie nasze dokonania zostają podsumowane na końcu. Zostajemy zatem wynagrodzeni punktami oraz należytą gotówką, którą to też zdobywamy w trakcie przechodzenia misji. Fajne jest również to , że w każdej misji możemy starać się o tytuł mistrza danego stylu co automatycznie przekłada się na większą żywotność tegoż tytułu. Grywalność tej produkcji to chba największy atut tej odsłony.

Pisząc o najbardziej rozbudowanej części mam na myśli bogatą zawartość składającą się z trzech fundamentów. Pierwszy z nich to kampania dla pojedynczego gracza składająca się z szeregu dwunastu dosyć zróżnicowanych misji. Dostarcza nam około dziesięciu godzin akcji bądź też skradania się w cieniu i momentami dynamicznej, wartkiej akcji. Następnie mamy cały zestaw misji pobocznych od czterech postaci znajdujących się na Paladynie (jest ich mniej więcej szesnaście). Niektóre z nich możemy rozegrać samotnie bądź też z partnerem. Z kolei zadania od Brigssa wymagają od nas wyłącznie kooperacji. Do tego prawdziwą ucztą a zarazem deser stanowi tryb wieloosobowy ''najemnicy kontra szpiedzy''. I tym o to sposobem otrzymujemy aż trzy gry w jednej. Da się? Da!

Powracając jeszcze na moment do samej mechaniki - daję ona sporo możliwości przechodzenia etapów na rożne warianty oraz możliwości na wykorzystanie mnogiej ilości gadżetów. Przywrócono, bowiem bohaterowi kombinezon dając sposobność na jego modyfikacje ( podzielony na wariant defensywny, czyli dyskretny oraz ten bardziej ofensywny, względnie opancerzony), możliwości dopasowania każdej części w tym także googli, rodzaju oświetlenia, wszelakiej ilości gadżetów, granatów, broni palnej, a to wszystko sporo kosztuję.

Im dalej tym tylko lepiej. Jest to szczególnie widoczne w dalszym stadium gry. Początkowe misje wyglądają nie tyle jak trening, ale co pewien swoisty tutorial do prawdziwego poziomu do jakiego przyzwyczaiły nas pierwsze odsłony z tej serii. Misje są zróżnicowane i przede wszystkim ciekawe. Poziom trudności zależy wyłącznie od naszych indywidualnych preferencji i wybranego poziomu trudności. Cieszy natomiast to, że gra nie należy do łatwych nawet na normalnym poziomie trudności. Grając na poziomie realistycznym nie miałem większych problemów z pokonywaniem kolejnych etapów gry, czy też przekradaniem się niepostrzeżenie przez wielu przeciwników. Jednak w pewnych momentach gra stwarza wyzwanie i wielokrotnie byłem zmuszony powtarzać cały etap od początku. A, że lubię wyzwania nie przeszkadzało mnie to w żadnym wypadku, żeby sięgnąć po jeszcze lepszy wynik. Niezależnie od wybranego stopnia trudności najwięcej satysfakcji sprawił mi styl ''ducha''. Najogólniej mówiąc preferowany przez mnie styl ducha dostarczył mi najwięcej frajdy, koncentrując się na bezszelestnym omijaniu każdego napotkanego na swej drodze oponenta różnymi ścieżkami jakie stwarza właśnie Blacklist.

Wbrew panującej opinii o wypaleniu się silnika Unreal Engine 2.5 śmiem twierdzić, że potrafi w dalszym ciągu generować całkiem dobrą jakość. A wszystko wyłącznie zależy od pomysłowości i starań twórców. Dlatego też Blacklist graficznie wypada zaskakująco dobrze. Mimo wykorzystania wiekowego silnika Unreal'a wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. Tekstury są ostre a modele postaci szczegółowe. Przyczepić się można jedynie do koszmarnych facjat postaci. Tutaj w dość rażący sposób wypalają gałki oczne i to nie ze względu na ich dokładność co raczej za jej brak. Ważne jest natomiast jest to, że gra chodzi płynnie nawet z włączoną tesselacją i suwakami ustawionymi na ultra. Bo przecież dobrze pamiętamy wcześniejsze porty od studia Ubisoft znane przede wszystkim za sknocenie edycji pecetowej Assasyna i nie tylko. Wielokrotnie doświadczyłem już wiele w swoim growym życiu problemów związanych z optymalizacją bądź też zabezpieczeniami DRM w wersji PC.

 

Mówiąc o stronie graficznej warto wspomnieć coś o muzyce. Ta z kolei zbytnio nie wpada w ucho. Jest standardowa do takiego typu gier. Nie przeszkadza ani też niczym się szczególnym się nie wyróżnia. Wpasowuję się najwyraźniej w konwencję oraz klimat gry ale nic poza tym interesującego nie wnosi, aby zwrócić mą szczególna uwagę. Jeśli zaś chodzi o udźwiękowienie jest ono należycie wykonane. Gry Ubisoftu zazwyczaj słyną z dobrej jakości dźwięku. I w tym przypadku jest nie inaczej, choć bywało lepiej. Największe zarzuty miłośnicy Michaela Ironside'a skierują w stronę zmiany aktora na Erika Johnsona. W żaden sposób nie dorównuje swojemu poprzednikowi. Biorąc poprawkę na to, że nie jest to już tak osobista historia Sama Fishera nie przeszkadzało mnie to w żadnym wypadku.

Misje poboczne z możliwością kooperacji w moim odczuciu sprawiają mieszane wrażenia. Z jednej strony są mocno rozbudowane oraz znajdują się interesujące etapy, w których musimy pozostać niewykrytym. Z drugiej zaś strony przeplatają się z krótkimi, mało opartymi na kooperacji zadaniami. Jednak po świetnych misjach w coopie z ''Conviction'' spodziewałem się czegoś lepszego. Ten wprawdzie nierówny poziom misji kooperacyjnych wynagradza tryb multi playerowy ''szpiedzy kontra najemnicy''. Z deka przypomina mi na myśl inny ciekawy acz opustoszały multi player z tytułu ''Assault on Dark Athena''. W tej konkurencji naprzeciwko siebie stają dwie grupy, przy czym pierwsza stara się włamać do jednego z trzech terminali zaś druga próbuje, im w tym przeszkodzić. Całość potrafi wciągnąć i widać, że nie jest to tryb sieciowy dodany na siłę. Szkoda jedynie, że nie pokuszono się o całkowicie osobną kampanie fabularyzowaną z możliwością rozegrania go ze znajomymi.

Nowy Splinter Cell mimo niskiej popularności sprawuję się naprawdę nieźle. Jest to dla mnie pozytywne zaskoczenie tego roku i trochę szkoda, że jest to pozycja trochę przez wielu niedoceniana. Bo tak naprawdę warto poświęcić jej swoją uwagę. Podsumowując to doskonała propozycja dla wszystkich fanów stęsknionych za gatunkiem skradanek, gdyż wiemy, że aktualnie na rynku gier nie ma ich zbyt wiele. Jak już się pojawiają nie zawsze dostarczają tego czego po nich się oczekuje. Blacklist stanowi złoty środek na pogodzenie zarówno starych fanów jak i nowych, a co ważne seria powraca na właściwy tor po średnio udanym ''Conviction''.

 


Ocena gry 7.5/10


Zalety:

  • dowolność stylu rozgrywki

  • zjadliwa opowieść o szpiegach

  • absorbujący tryb sieciowy

  • możliwości rozwoju Paladyna i Sama Fishera

  • przyzwoity poziom oprawy wizualnej

  • druga połowa kampanii stwarza więcej możliwości

  • wyśrubowany poziom trudności

Wady:

  • nie do końca udane misje kooperacyjne

  • niedopracowane modele twarzy

  • pozostałości po ''Conviction''

     

    Autor: Kamil Nakonieczny

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium