Król powraca w nowej szacie graficznej. Recenzja gry StarCraft 2: Wings of Liberty.

Na StarCrafta 2: Wings of Liberty przyszło nam czekać ponad 12 lat. Jednak to oczekiwanie zaowocowało wysoką jakością produktu od Blizzarda. Wprawdzie przez długi okres czasu nie byłem w stanie przekonać się do bez wątpienia arcyważnej produkcji w tym gatunku oraz stylu rozgrywki jaką ten tytuł oferował. Podczas, gdy przełamałem się i rozpocząłem kampanie nie mogłem się od niej oderwać. Nieprzespane nocy, dynamiczne potyczki z zalewającą falą Roju szybko dały mi się we znaki, a o epickości całej opowieści już nie wspomnę. To był ten czas od damien dawna, gdzie nie mogłem zaprzestać dalszej rozgrywki. Jeszcze jedna misja, jeszcze jedna partyjka w trybie skirmish stała się zmorą przesiadywania po nocach. Takie sentymentalne chwile przeżywałem dosyć dawno

zwłaszcza w czasach mojego dzieciństwa pogrywając permanentnie w Earth 2140. Ostatnią taką grą na którą siedziałem godzinami ( mowa tu o gatunku strategii ) był świetny w swoim czasie i nawet po dzień dzisiejszy Supreme Commander. W dzisiejszych czasach rzadko bywa, aby strategia potrafiła mnie tak doszczętnie wciągnąć na długie godziny, zwłaszcza że takowych gier pojawia się raptem kilka pozycji w ciągu roku. Biorąc poprawkę, że to są czasy dosyć ciężkie dla tego gatunku i tutaj produkcja Blizzarda wyróżnia się i bryluje na tym polu.


Wings of Liberty to dopiero pierwsza część bogatej trylogii. Już ta odsłona daję ogromne wyobrażenie jaka masa kontentu czeka nas w kolejnych częściach sagi. Na bogatą zawartość WoL składa się rozbudowana, wielowątkowa kampania składająca się z ponad 30 misji oraz po dzisiejszy dzień zaludniony ludźmi z całego świata, złożony tryb zabawy wieloosobowej oraz liczne wyzwania. Zawartość w tej grze niszczy rozmachem wiele innych produkcji pod względem wykonania i tzw. replayabillity. Wiem również, że ta gra szybko nie umrze jest nieustannie dopieszczana, usprawniana i co ważne miliony fanów zalewa każdego dnia tryb multiplayerowy.

 

Wracając jednak do samej kampanii, Wings of Liberty przedstawia losy Jima Raynora, głównego bohatera tej opowieści. W tej odsłonie głównie pokierujemy jednostkami Terran, aczkolwiek znalazło się również miejsce na przetestowanie w boju raptem w paru misjach jednostek protosów, wcielając się także w inną ważną postać z tego uniwersum. Stanowi to miłą odskocznię i możliwość sprawdzenia jak radzą sobie jednostki tej niezwykle zaawansowanej technologicznej nacji. Kampanie łyknąłem jednym ciągiem jak młody pelikan, a sama historia wciąga jak bagno. Absolutnie grzechem byłoby pominięcie trybu jednoosobowego biorąc pod uwagę, jak ważny jest to element tej produkcji. Warto w tą grę zagrać dla samej choćby kampanii. Jest epicka, typowy klimat science - fiction rodem z serii Mass Effect. Co ważne sama kampania jest poprowadzona nieliniowo i to my decydujemy na jaką planetę się udamy oraz w jakiej kolejności wykonujemy misje. Więc swoboda działań jest tutaj obecna co w przypadku gier z gatunku strategii raczej rzadko się zdarza.


O sile tego tytułu decyduje nie tylko sama opowiedziana w grze historia, ale także liczne, barwne postacie z masą wyśmienitych wstawek filmowych, mnóstwem ciekawych dialogów, humoru, a niekiedy nawet pojawiają się ciężkie wybory moralne. Wtedy decydujemy o tym po czyjej stronie się opowiemy. To znane oraz ważne doświadczenie dla gier erpegowych również tutaj jest zawarte. Może sama fabuła nie jest wybitnie ambitna, czy w jakiś sposób odkrywcza, lecz przedstawia losy ludzkości oraz innych nacji w galaktyce przed nieuniknioną zagładą ze strony obcego najeźdźcy. Cała opowieść jest wielowątkowa, miejscami dramatyczna oraz pompatyczna w której nie brakuje nagłych zwrotów akcji, dylematów moralnych i rożnych problemów. Złożoność niczym z serii Mass Effect albo innych gier z gatunku cRPG. A to przecież dopiero wstęp do tego co wydarzy się następnych częściach trylogii, w których pokierujemy innymi stronami konfliktu. Ponadto już sam wstęp jest niezwykle efektowny oraz przebojowy, aż strach pomyśleć co mnie czeka w kolejnych odsłonach. Warto zauważyć, że osobom z Blizzarda pod pasowała możliwość eksploracji Normandii z Mass Effecta i rozmawiania z innymi postaciami, tak też tutaj będziemy robić dokładnie to samo tylko, że na pokładzie krążownika Terran. Zatem będziemy, rozwijać badania naukowe, najpierw zdobywając (zbierając) punkty protosów i zergów, wynajmować najemników na pole walki, usprawniać i zdobywać nowe jednostki oraz rozmawiać z innymi npc-ami. I w zasadzie nie przeszkadza mi to, że to kalka innej gry, okraszona genialnymi, klimatycznymi utworami muzycznymi. Poza tym sam klimat tej produkcji już na powitanie miażdży i wgniata w fotel od początku do samego końca. Łatwo utożsamiamy się z postaciami, i równie szybko je zapamiętujemy i chyba wystarczy, aby przekonać was do ukończenia i uruchomienia trybu kampanii w Wings of Liberty. Pod warunkiem, że macie dużo czasu wolnego i zarezerwowane wieczory.

 

W porównaniu z pierwszą częścią, mechanika rozgrywki nie uległa drastycznym zmianom. Autorzy skupili się na przeniesieniu wszystkiego co było wszystkim dobrze znane z części pierwszej w nowej szacie graficznej. Fani serii CqC oraz pierwszego StraCrafta bez problemu się tutaj odnajdą. Z kolei dynamika prowadzenia bitew nie wszystkim musi przypaść do gustu. Tempo samych walk jest zdecydowanie bardziej dynamiczne niż w większości współczesnych RTS-ów. Mimo wszystko zwolennicy taktycznych strategii oraz wolnego budowania baz i nastawieniu się na obronę mogą mieć na początku problem w wejściem w szybką rozgrywkę, gdzie mniej liczy się taktyka, a bardziej nastawiona jest na szybkość działania i zalania wojskiem wroga. Ja raczej należę do tego drugiego grona osób, mimo to rozgrywka zdetronizowała mnie do tego stopnia, że nie mogłem przestać w tą grę grać. Chociaż z własnego doświadczania wiem, że raczej na długo nie pozostanę przy tym tytule nastawionym na ligi w trybie wieloosobowym, preferując jedynie od czasu do czasu luźne partyjki z SI i zdobywaniem wyzwań w trybie kampanii i przejścia jej na wyższych poziomach trudności. Z drugiej strony warto wspomnieć, że istnieje możliwość dopasowania tempa rozgrywki ido własnych potrzeb, lecz w mojej opinii i tak charakter dynamiczności wciąż jest na tyle mocno zaakcentowany, że albo ktoś się przyzwyczai bądź go styl zabawy szybko odrzuci.


Rozgrywka w StarCraft 2 to klasyka w gatunku strategii. Podstawą jest zarządzanie wojskiem i budowanie baz, dbając przy tym o surowce (w tym wypadku kryształ i wespan ). Nie zabrakło drzewka technologicznego, gdzie ulepszamy pancerze, broń etc. Wszystko co fan RTS- ów ubóstwia w tym gatunku tutaj właśnie znajdzie. Jednostki są bardzo zróżnicowane tak więc rasa Terran przypominająca Space Marines z Warhammera 40 000 opiera się na konwencjonalnej broni oraz z mieszanką laserowej, posiadająca czołgi oblężnicze, żołnierzy Marines i ciężkie krążowniki strzelające wiązką plazmy. Każda jednostka ma swoje atrybuty i dodatkowe bonusy takie jak maskowanie, czy przejście z trybu lotniczego w tryb lądowy. Z kolei Protossi to najbardziej zaawansowana frakcja budząca respekt wśród swoich wrogów. Ich cechą oraz flagową jednostką naziemną, a raczej kroczącą jest Kolos robiący niesamowite wrażenie pod względem wyglądu i siły ognia. Ich flota powietrzna stanowi trzon armii uderzeniowej, a ich statki kosmiczne są ogromne i praktycznie zawsze stanowią poważne zagrożenie. Ich zaawansowana technika sprawia, że technologią przewyższają wszystkie inne nację o lata świetlne. Natomiast Zergi to paskudne robale plujące kwasem, posiadają jednostki zarówno fruwające jak i pełzające, a nawet wydobywające się spod ziemi. Zalewają wroga hordą jednostek oraz są nacją budząca grozę liczebnością swoich wojski wśród swoich przeciwników.

 

Kolejną ważna sprawą jest balans jednostek. Blizzard doskonale wie, jak ważny jest odpowiedni balans i jest on szalenie tutaj istotny ze względu na esport oraz tryb multiplayer. W tym aspekcie ciężko cokolwiek zarzucić i równie trudno pod tym względem innym tytułom z tego gatunku jej dorównać. O ile jednostek w kampanii jest znacznie więcej niż normalnie, zwłaszcza po stronie Terran, o tyle już w trybie sieciowym część z nich nie występuje ze względu, że rozgrywka w sieci mogłaby na tym polu ucierpieć. Nie ma to znaczenia, bowiem gra opiera się kontrach, jak w większości gier tego pokroju. Ta jednostka biję tą, a tamta z kolei inną, typowy schemat gier strategicznych znany z Company of Heroes, serii Cqc, Earth i wiele innych podobnych tytułów.

 

Dla wielu osób najważniejszym czynnikiem w tej grze jest oczywiście tryb sieciowy, którego po prostu nie mogło zababrać.  Po dzisiejszy dzień tłumy ludzi z całego świata rywalizują i ćwiczą swoje umiejętności na wielu dostępnych, świetnie zaprojektowanych mapach. Fenomenem StarCrafta jest właśnie tryb multiplayer nastawiony na esport i mistrzostwa świata w sporcie elektronicznym. Dla innych, zwykłych osób to stanowi jedynie dodatek do kampanii czy opcji skirmish, a nie jak w przypadku Koreańczyków całe swoje życie poświęcone w celu wygrywania mistrzostw. Dla chętnych nowicjuszy czeka ich ciężkie lanie, gdzie po pięciu minutach wybudzamy się jak ze snu i spoglądamy jedynie  na pogrom naszych wojsk, a w tle wyświetla się magiczny napis GG. Oczywiście swoje umiejętności można ćwiczyć zarówno w trybie potyczki z botem bądź żywymi graczami lub poprzez auto-dopasowanie przeciwnika do swojego poziomu to tyczy się zarówno ludzi jak i komputerowego SI. Wariantów SI jest wiele od łatwego po brutalny o różnej specyfice ofensywnej. Dla zainteresowanych w tym trybie spędzicie setki jak i nie tysiące godzin szybkiej, skondensowanej akcji.

 

Jedną z najbardziej widocznych cech jest oczywiście zastosowana nowa szata graficzna. O ile design gry i estetyka robi piorunujące wrażenie, o tyle już jakość tekstur, otoczenia, efektów, wybuchów, animacji poruszania się jednostek na tym tle wypada bardzo przeciętnie. Te wspomniane kwestie znacząco odstają od współczesnych jak i również tych wcześniej wydanych konkurencyjnych RTS-ów. Nie jest to wprawdzie najładniejsza strategia wydana na PC, ale też nie ma się czego wstydzić. Nie jest na tyle brzydka, żeby nie dało się w nią grać. Sam projekt lokacji, map oraz jednostek ma charakter kreskówkowy przez to gra niezestarzała się i nie zestarzeje się przez długi okres czasu, aż do wydania kolejnej części. Jeśli mowa o najniższych ustawieniach to rzeczywiście gra odstrasza swoim wyglądem, ale już przy maksymalnych detalach gra wygląda na tyle przyzwoicie, że przestajemy zwracać na to uwagę i skupiamy się na wyśmienitym gameplayu, który wynagradza nam warstwę wizualną z nawiązką. Warto wspomnieć, że gra działa niezwykle płynnie utrzymując stałe 60 k/s na sprzęcie kilkuletnim, a nawet wiekowym.

 

Dźwiękowo jak i muzycznie jest to kunszt dla uszu. Jest po prostu wybornie i epicko. Soundtrack to kolejna ogromna zaleta gry od Blizzarda. Do tego dochodzą świetne dźwięki jednostek, wystrzałów, wybuchów oraz genialny voice -acting. Dominator w swoim gatunku, wszystko tutaj stoi i gra na najwyższym światowym poziomie.


Bez wątpienia król powrócił w epickim słowa tego znaczeniu. Król wrócił i pozamiatał w swoim gatunku w nowych szatach. Także pokazuje, że gatunek klasycznych RTS-ów na budowanie baz i wydobywanie surowców jeszcze do końca nie wymarł, a gra sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy. Świadczy to jedynie, że popyt na tego typu produkcję wciąż jest duży, a głód graczy systematycznie się wzmaga. Kto jeszcze nie zagrał, musi to zrobić i to jak najszybciej nadrobić. Jeżeli przeszkadza wam styl zabawy, szybkość rozgrywki oraz stawiacie bardziej na taktykę to pomimo tego nie zawiedziecie się, bowiem sama kampania, która notabene jest genialna, długa niczym tytuł z serii Mass Effect, wynagradza dosłownie wszystko. Dla samej opowieści, trybu dla pojedynczego gracza zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.

 

Zalety:

- potężna zawartość gry;

- rozbudowany, długi oraz wciągający tryb kampanii;

- epicka ścieżka dźwiękowa;

- design map;

- niesamowity klimat;

- dopracowany oraz zaludniony tryb multiplayerowy;

- mnogość trybów zabawy oraz obszerna lista map;

- gra jest ciągle rozwijana i dopracowywana;

- płynność animacji oraz stabilność kodu;

- wyśmienita gra aktorska;

- pompatyczna, lecz niesłychanie wciągająca fabuła w świecie Warhammera 40 000;

- trzy niesamowicie różniące się nacje;

- idealny balans jednostek;

 

Wady:

- przeciętna jakość tekstur;

- dynamika rozgrywki nie wszystkim przypadnie do gustu;

 

Grafika 6,5/10

Dźwięk/ Muzyka 9/10

Grywalność 9/10

 

Ocena gry 9 / 10

 

Autor Kamil Nakonieczny

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium