Moda na zombi nigdy nie przemija, dowodem czego jest genialne Dying Light

Techland najwyraźniej upodobał sobie tematykę zombi i jego przykładem jest najnowsze dzieło zatytułowane Dying Light. Po sukcesie marketingowym odniesionym po Dead Island, rodzime studio postanowiło kuć żelazo puki gorące. Czy nowy twór polskiego studia Techland jest tym czego wszyscy od niego oczekiwali? Zapraszam do niniejszej recenzji.

 

Pierwsze Dead Island niewątpliwie podbiło serca graczy i sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy na całym świecie. Głównym czynnikiem, który o tym decydował był fenomenalny trailer pokazany na targach E3 oraz porządna kampania marketingowa. Co by nie powiedzieć o Dead Island to z pewnością to, że nie była złą grą jak mocno uważano w growej prasie, ale także nie była to produkcja wybitna czy wyróżniająca się czymś oryginalnym w tego typu gatunku. Dying Light kontynuuje tradycję i wprowadza niewielki acz odczuwalny powiew świeżości do tematyki zombi. To nadal przede wszystkim gra akcji FPP, w której mordujemy na wiele różnorakich sposobów hordy umarlaków. Utrzymana w konwencji survival horroru niejednokrotnie budzi grozę zwłaszcza podczas przebywania nocą poza bezpiecznymi kryjówkami, które chronią nas przed zmutowanymi bestiami. To co wyróżnia nową markę to przede wszystkim nieprzeciętny oraz całkowicie odmieniony sposób poruszania się naszego protagonisty, który w tym aspekcie zasługuję na pochwałę.

 

Gracz wciela się w bohatera imieniem Kyle Crane. Zatem na samym początku zabawy trafiamy do miasta Harran, opanowanego przez ogromne chmary nie umarlaków. Miejsce to jest zainfekowane tajemniczym wirusem i całkowicie odcięte od reszty świata. Sama metropolia wzorowana jest ewidentnie na Rio de Janeiro, gdzie wokół pełno jest charakterystycznych faweli. Zadaniem gracza jest nie tylko przetrwać wykorzystując otoczenie i nasze nabywane zdolności, ale również zdobyć tajny plik należący do organizacji GRE.


Oś fabularna wprawdzie nie porywa, ale co ważne nie nuży. Przypomina nie tak dawno wydany hit z 2012 roku od Ubisoft - Far Cry 3. Tyle tylko, że historia nie jest tak szalona i nie absorbuje nas w równym stopniu. Ponownie antagonista okazuję się być szaleńcem, czego przykładem jest Rais, przypominający psychopatę, który często sięga po drastyczne środki, niekoniecznie należące do przyjemnych. Choć charyzmą odstaję od Vassa, to potrafi zajść za skórę. Kyle jako główny bohater miasta Harran, staję się nie tylko obrońcą, ale i też ofiarą spisku i całej tej intrygi. Sława o jego poczynaniach w metropolii rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie niczym zaraza opanowująca dalsze zakątki kwarantanny. Crane jest typowym chłopcem na posyłki, przyjmując co chwila jakieś niebezpieczne zlecenie. Muszę przyznać, że mimo sztampowej opowieści, dosyć mocno zaangażowałem się w poczynania młodego protagonisty. Cała kampania posiada na tyle interesujące zwroty akcji, niekiedy ciekawe drugoplanowe postacie, że z łątwością wsiąkłem w świat Harran. Szkoda jedynie, że twórcy zbyt mocno wzorowali się na ostatniej przygodzie Jasona Brody co może przyczynić się do pejoratywnego odbioru tej gry w kluczowych momentach. Dramatyzmu jest tu co niemiara, a ofiarność ludzi jest aż nazbyt widoczna. To taki Far Cry w świecie apokalipsy, pełnych pomyleńców, jednak nie tak wyrazistych i drastycznych w swych działaniach. Wątek fabularny da się ukończyć z dozą minimalnego zainteresowania przy jednoczesnym braku znużenia. Od taka miałka historyjka do stworzenia odpowiedniego nastroju w grze. W zasadzie nie aż tak głupia aby odstraszała i nie za długa by męczyła. Posiada swoje momenty, podkreślając dramatyzm i heroiczną walkę w celu opanowania wirusa.


Dying Light jest porządnie zrealizowanym sandboxem, w której rozgrywka została podzielona na system dnia i nocy. O ile za dnia zabawa polega w głównej mierze na spokojnym i bezstresowym eksplorowaniu różnych rejonów miasta, o tyle doświadczenie przygody w nocy przeradza się w prawdziwą walkę o przetrwanie. Za dnia rozgrywka nie jest zbyt wymagająca, polegamy na umiejętnym wykorzystywaniu zdolności bohatera i otoczenia. Tak w nocy to my jesteśmy ofiarą i styl rozgrywki nastawiony jest na  przekradanie się do miejsc uznawanych za bezpieczne. Są to specjalne kryjówki, które w trakcie zabawy odblokowujemy i przypomina to system przejmowania obozów z Far Cry 3. Warto wspomnieć, że zombiaki w nocy stają się dwa razy silniejsze, sprytniejsze i agresywniejsze, występują także specjalne ich odmiany są one szczególnie niebezpieczne. Przemieńce to specjalny przeciwnik występujący jedynie w nocy i szczególnie na nich musimy uważać. Zabawa podczas zmroku wymaga od nas większego skupienia, przemyślenia aby nie dać się zaskoczyć. Warto nie rezygnować z partyjki rozgrywanej przy pełnym świetle księżyca z uwagi, że na fakt podwójnego naliczania punktów doświadczenia. Oczywiście ryzyko nie zawsze popłaca, ale kusi nie tylko doświadczenia, lecz także możliwość nabycia specjalnego wyposażenia. Kryjówki pozawalają jednak uniknąć wojaży nocnych, by przespać się nocą i działania prowadzić wyłącznie podczas dnia.


Progresja dnia i nocy to ciekawy, ale nie jedyny pomysł na urozmaicenie zabawy w nowym dziele od Techlandu. Sposób poruszania się i kontrola naszej postaci zwraca uwagę i zasługuję na pochwałę. Nie dość, że czuć każdy niestabilny krok to wyraźnie widać nasz wpływ na sposób w jakim kontrolujemy naszego bohatera. Zaimplementowany w rdzeń rozgrywki system parkour jest fenomenalnie zrealizowany i przyczynia się do polepszenia zabawy. To zdecydowanie ta rzecz którą można zaliczyć na duży plus. Nagła utrata kontroli nad naszą postacią i bolesny upadek jest bardziej zależny od nas niżeli w serii Assassin's Creed. Jeśli już o tym mowa to warto zauważyć, że niemal na każdy element można się wdrapać, czy to słup elektryczny, skała nie ma tutaj mowy o niewidzialnych barierach zabraniających nam na swobodne poruszanie się w mieście. Każdy element jest po to aby z niego korzystać o czym wspominali sami deweloperzy gry.


Spora większość promowanych przed premierą gry nowości sprawdza się podczas rozgrywki i stanowi powiew świeżości. Cała mechanika zabawy jest kwintesencją Dyigh Light. Pełno w niej efektownej walki powielając główny szkielet z Dead Island, nieco ją usprawniając oraz wzbogacając o nowe możliwości. Nadal można tworzyć pułapki wybuchowe w samochodzie, razić prądem hordy zombi za pomocą elektryczności przy pobliskiej kałuży. Samych możliwości w rozprawianiu się z zombi jest mnóstwo co cieszy i bawi, ale jeszcze większą frajdę czerpiemy, gdy gramy ze znajomym. Styl zabawy zależy wyłącznie od naszych indywidualnych preferencji, a za kreatywność naszych poczynań jesteśmy hojnie wynagradzani punktami z danej kategorii. Mordować będziemy głównie za pomocą broni białej, lecz od czasu do czasu napotkamy na broń palną. Jednak największa satysfakcja przychodzi w momencie w którym tworzymy swoje bestialskie oręże o wysokiej i widowiskowej skuteczności w czasie potyczek z odmieńcami. Warto odnotować fakt, że w końcu pozbyto się paska życia naszych oponentów. Arsenał jest bogaty jeśli chodzi o możliwości eksterminacji na za pomocą broni białej. Jest tego mnóstwo od tasaków, maczet, toporów skończywszy na możliwościach craftingu, dodając efekt porażenia czy elektryczności. Zabawa w Dyight Light jest przednia, dzięki ogromnym możliwością anihilacji i sposobu prowadzenia rozgrywki.


Nie da się oprzeć wrażeniu, że tytuł ten przypomina mieszankę innych udanych produkcji jak chociażby seria Borderlands i Far Cry. Jesteśmy rzuceni w rozległy świat rozmaitych narzędzi do eksterminacji wrogów. Wszystkie elementy jak kryjówki, wieże radiowe, zrzuty zaopatrzeniowe nasuwają nam inne produkcje z otwartym światem. Nie jest to oczywiście złe, ale brakuje tutaj czegoś co by mogło wyróżnić rodzimy hit. Mimo to fajnie, że wzorują się od tych co robią to dobrze. Wszystko jest na całe szczęście przemyślane i nie wplecione na siłę bezpodstawnie. Nudzić się tutaj nie w sposób, co chwila jesteśmy obsypywani rozmaitymi aktywnościami niekiedy nawet losowymi. Raz przyjdzie nam ratować ocalałych z rąk ludzi Raisa, bądź eskortując pewną osobę w bezpieczne miejsce, a jeszcze innym razem ktoś powierzy nam szalone zadania odnalezienia dla niego pewnej rzeczy. Mógłbym tak wymieniać bez końca, a i tak bym nie zawarł wszystkiego co ta gra ma do zaoferowania. Gra jest ogromna, załadowana mnóstwem contentu, co wzmacnia jej niemałą wcale grywalność.


Ostatnią rzeczą, która w mojej opinii wyszła grze na plus co całkowicie przemodelowane drzewko rozwoju postaci. Przeszło sporą metamorfozę od czasów pierwszego Dead Island. Jest znakomicie przemyślanie i równie dobrze wyważone. Jedno z lepszych jakie do tej pory widziałem. Nie ma tutaj zbędnych skillów, które często są wpychane na siłę. Każda nabyta umiejętność przyczynia się do progresowania rozgrywki. Całe drzewko skilli podzielono na trzy zasadnicze segmenty: przetrwanie, zwinność i siła. Każde nasze działania w zależności c robimy w trakcie naszej zabawy dopisuję nam punkty z danej dziedziny. To z kolei  przybliża nas do kolejnego awansu i wyboru następnej umiejętności.


Graficznie tytuł imponuje przede wszystkim rozmachem oraz szczegółowością miasta Harran. Nie jest to wprawdzie poziom pierwszego Crysisa, lecz po raz kolejny polskie studio udowadnia, że posiadamy zdolnych programistów zdolnych stworzyć szczegółową i piękną grafikę 3D. Techland tym samym udowadnia, że potrafi tworzyć ładnie wyglądającą grę na wszystkie platformy w tym po raz pierwszy na konsolę nowej generacji. Rezygnacja ze wsparcia poprzedniej generacji w tym wypadku okazało się słusznym wyborem. Jedynie co mi się nie podobało to niedopracowana i sztucznie wyglądająca mimika postaci i jakość wykonania niektórych modeli postaci. Przy tym warto nadmienić, że gra działa zadowalająco płynnie, utrzymując stałe 60 k/s na wszystkich platformach. Niekiedy animacja lubi zwalniać, ale to w newralgicznych momentach przy dużym natężeniu akcji ze sporą ilością wybuchów przy jednoczesnym skupisku zombi.


Muzyka występująca w grze jakoś specjalnie nie zapada głęboko w pamięć, ale na pewno posiada pozytywne chwilę. Niekiedy potrafi podkręcić przytłaczającą atmosferę grozy panującej wokół Harran. Zresztą z warstwą audio sytuacja ma się bliźniaczo podobnie. Dźwięk zrealizowany jest poprawnie, lecz nie przyczynia się do polepszonego wczucia się w klimat produkcji. Za to nie jestem w stanie zaakceptować koszmarnego dubbingu polskiego. Tak sztucznie podkładanych głosów, zwłaszcza postać Kyle Crana dawno nie słyszałem. Z góry odradzam, koniecznie grajcie w wersji angielskiej z polskimi napisami, jeśli chcecie dalej przeżywać losy bohatera.


Względem Dying Light nie miałem wielkich oczekiwań, raczej spodziewałem się dobrze skrojonej gry i taką też dostałem. Czy jest to polski hit nie mam ku temu wątpliwości, że tak. Techland poradził sobie z presją jaka ciążyła już przed targami E3. Nie jest to może tytuł wybitny, przełomowy czy oryginalny, mimo to zmiany jakie zaszły w trakcie jego tworzenia podobają się na tyle, że chce się w to grać. To sprawdzona formuła z Dead Island, wzbogacona o nowe pomysły na urozmaicenie zabawy i w tym wypadku okazało się to kluczem do osiągnięcia marketingowego sukcesu polskiej firmy. Deweloperzy tracąc prawo do poprzedniej marki w swoim nowym dziele postanowili po prostu wiele mechanizmów usprawnić, aby gra nie była kalką ich poprzedniej produkcji. Zatem dostaliśmy tytuł dopracowany technicznie, dopieszczony graficznie i rozgrywkowo i co ważne piekielnie grywalny, zwłaszcza jeśli posiadamy możliwość grania z kumplem.


 

Ocena gry 8.5/10 - Jak dla mnie rewelacja, bardzo dobra gra oraz najlepszy tytuł w tym roku jak na razie. Ocena gry oraz tekst powstał wyłącznie na podstawie trybu kampanii z łatką o numerze 1,5.

 

Grafika 8 / Audio 8 / Grywalność 9

 

Zalety:

- sandboksowy charakter zabawy;

- imponująca kontrola nad postacią,

- wciągająca historia;

- multum aktywności pobocznych;

- niezwykle sycąca i usprawniona mechanika walki;

- bardzo ładna oprawa wizualna;

- dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa;

- ogromne pokłady grywalności;

- niesamowicie dopracowany system poruszania się (parkour);

- zróżnicowanie zadań głównych i pobocznych;

- żywe miasto z masą bogatej treści;

- dopracowany i nieźle zoptymalizowany engine;

 

Wady:

- doczytujące się tekstury;

- koszmarna mimika postaci;

- słabej jakości wykonany polski dubbing;

- brak opcji szybkiej podróży;

- przenikające zombi;

 

 Autor: Kamil Nakonieczny

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium