Całkiem udana podróż po malowniczych Karaibach

Jak co roku przychodzi odpowiedni moment na kolejną odsłonę gry z serii Assassin's Creed. To już praktycznie stanowi pewną tradycję, niemniej fanów tego popularnego uniwersum wydaję się nie brakować i wciąż systematycznie ich przybywa. Tym razem nowa odsłona przenosi nas w pirackie klimaty i co ważne tytuł na tym polu nie zawodzi. Wiele osób może odbić się od wieloletniej mechaniki rozgrywki, która z edycji na edycję praktycznie się nie zmienia. Nie liczcie zatem, że coś w tej kwestii wreszcie ruszyło. Nie powiem, żeby nowy AC przysporzył mi jakiekolwiek problemy z ukończeniem jego. Po niezwykle udanej trzeciej części, ponownie powróciłem po dłuższej przerwie do tej serii z utęsknieniem. Nie obyło się tym razem bez kilku zarzutów wobec tej względnie udanej produkcji.

 

Na początek zacznę od tego, że nie jestem dużym fanem morskich opowieści, ale jak to często w życiu gracza bywa, trzeba spróbować zanim oceni się grę jedynie po okładce. Zmiana settingu na barwne Karaiby wyszła grze na dobre. Ważną, jak i nie najważniejszą decyzją studia Ubisoft było właśnie przeniesienie akcji do realiów XVIII - wiecznych Karaibów. Dość szybko dałem się porwać tej pirackiej opowieści o nowym bohaterze - Edwardzie Kenwayu. Jego korsarski i zbójecki charakter już na wstępie zdołał mnie do siebie przekonać. Nie miałem cienia wątpliwości, że jest znacznie ciekawszym bohaterem niż jego poprzednik - Connor. Więc po zapoznaniu się z podstawowymi założeniami rozgrywki postanowiłem wczuć się w klimat tej pirackiej otoczki, gdzie rum przelewa się w tawernach, a pełne drogocennego towaru statki czekają na ograbienie. I wiecie co? - wciągnąłem się w ten bogaty świat. Wciągnąłem się aż do takiego stopnia, że trochę przeliczyłem się w kwestii czysto fabularnej. Ponieważ bardzo liczyłem na dorosłe i poważne przedstawienie historii, która to z czasem okazała się dla mnie piętą Achillesa tejże produkcji. Nie żeby była słaba, ale po prostu spodziewałem się po niej znacznie więcej wiarygodności niż tylko kolejne filmowe podobieństwa do scen rodem z Piratów z Karaibów.

 

Fabuła gry jest po prostu zwyczajna, zrealizowana bez polotu i w dodatku mocno przewidywalna jak to w tej serii często bywało. Brakuje jej przede wszystkim ciekawszych zwrotów akcji oraz bardziej zarysowanych czarnych charakterów. To wszystko właśnie towarzyszyło mi w poprzednich Asasynach. Na całe szczęście gra broni się świetnie jako tytuł z otwartym światem. Ten z kolei jest ogromny i daję nam wręcz niewyobrażalne oraz przytłaczające możliwości żeglugi po akwenie morskim. Wiele osób wręcz z utęsknieniem czekało na porządny tytuł piracki z naciskiem na aspekt żeglugi morskiej i w tej płaszczyźnie doczekali się świetnej produkcji. Już AC III pokazał swoją mocną stronę jakim była możliwość pływania statkiem. W każdym razie twórcy postanowili rozwinąć ten element i suma summarum opłaciło się, ponieważ wyszło to znakomicie.

 

Jako tytuł opowiadający dalsze losy Animusa oraz skupiający się na walce Asasynów z Templariuszami sprawdza się jedynie przyzwoicie acz nierewelacyjnie. Co ciekawsze jako symulacja pirata sprawdza się o niebo lepiej. Zasadniczo główny wątek składający się z trzynastu rozbudowanych sekwencji dłużył się w moim odczuciu jak flaki z olejem i szczerze powiedziawszy miałem go w późniejszym etapie wyraźnie dość. Natomiast totalnie zabiło mnie zakończenie, które było tylko zapowiedzią być może przyszłej kontynuacji. Wiele spraw pozostawiono bez wyjaśnienia a samych odpowiedzi na nowo powstające pytania jak na lekarstwo.

 

Po niemiłosiernych dłużyznach pierwszych trzech sekwencji doczekałem się jak dla mnie prawdziwego odetchnienia. Bowiem z lądu przeniosłem się na nieprzyjazne wody więc tym samym wyruszyłem śmiało w rejs. Tak więc był to ten moment, z resztą bardzo przeze mnie oczekiwany w którym otrzymałem własny statek, zmieniając tym o to sposobem moje wrażenia podczas rozgrywki o 360 stopni. Tytułowa ''Kawka'' bo tak nazywa się nasz statek to tak na prawdę drugi bohater w grze i stanowi nieodzowny element morskiej opowieści. Jest to o tyle ciekawsze, że wcale nie zamierzałem opuszczać steru i powracać na ląd. To z kolei stanowi niezaprzeczalny i zarazem poważny atut tej produkcji. Ponieważ dopiero od tej pory bitwy morskie oraz możliwość abordażu urozmaicają rozgrywkę a przy tym są po prostu genialnie zrealizowane. O tym, że o nasz statek trzeba dbać oraz pielęgnować raczej każdego fana żeglugi wspomniany element zadowoli. Trzeba jednak mieć na względzie istotną rzecz - rozbudowa Kawki sporo kosztuję. A uwierzcie mi na słowo, że jest w co inwestować. Po działa burtowe, dziobowe, kadłub, magazyn, załogę na pokładzie i wiele innych rzeczy - to z kolei pochłania niebagatelnie ogromne fundusze o które w tej odsłonie niebywale ciężko. Przynajmniej na początku i do momentu w którym nie dorobimy się porządnej sumy. A jest to bardzo ważne w kwestii fabuły której zwyczajnie bez odpowiedniego upragdu nie ruszymy do przodu.

 

Jak już wcześniej wspominałem, zaletą tej gry jest także sama postać Edwarda Kenwaya. Po bezpłciowym Connorze z trzeciej części, nowy protagonista jest znacznie ciekawszą oraz barwniejszą postacią rządną zysku. Jego motywem jest chęć szybkiego dorobienia się majątku, aby wieść iście królewskie życie. Także, aby zapewnić swojej ukochanej kobiecie życie w dostatku. Obok Ezio Auditore da Firenze, Edward jest postacią bardzo pozytywną, którą dość szybko oraz miło zapamiętujemy. Jego głównym motywem jak już wiadomo jest chęć szybkiego wzbogacenia się kosztem życia innych. Jego jak i zarówno moja wyprawa okazała się wielce angażująca w nieznane i nieprzyjazne mu rejony XIII - wiecznych Karaibów. Pod wieloma względami, gra potrafiła mnie dostatecznie wciągnąć, dzięki właśnie też dobrze wykreowanemu bohaterowi gry i jego statkowi, nie mówiąc nawet o bogatym świecie gry przepełnionym licznymi zadaniami. Szkoda jedynie, że cała reszta postaci na jego tle została słabo nakreślona przez co też nie zapadają w pamięć.

 

Warstwa gameplayowa pozostała nienaruszona, a dawne błędy topornej miejscami mechaniki są tutaj jak najbardziej obecne. I wiecie co, najwyższy czas na zmiany. O ile jako taka walka na lądzie potrafi doszczętnie mnie zmęczyć, o tyle już potyczki na morzu sprawują się świetnie i sprawiają nie tylko frajdę ale także ogromną satysfakcję. Wydaję mi się również, że ta jeśli chodzi o tą pierwszą o niebo lepiej sprawdzała się w trzeciej części. Była nie tylko płynniejsza, dynamiczniejsza ale przede wszystkim efektowna dla oka. Natomiast tutaj, Edward jakoś tak ślamazarnie zbiera się do ataku ze swoimi dwiema szablami. Sama też postać wydaję się być odrobinę wolniejsza zarówno w czasie wyprowadzania ataków jak i podczas wykonywania uników oraz mniej elastyczna w samej walce. Jego ruchliwość na dodatek nie przekłada się na płynność i dużą grację w trakcie poruszania się po dachach budynków. To co cieszyło wcześniej już nie sprawia tylu radości.

 

Co się tyczy zaś walki - nadal w moim mniemaniu jest banalnie prosta i polega dokładnie na tym samym co już dobrze znamy. Czyli, w głównej mierze opiera się na odpowiednim kontrowaniu ciosów naszych przeciwników, zresztą w bardzo efektownym stylu ale też dla nich zabójczym. Owi wrogowie już niemal intuicyjnie w kółeczku otaczają nas i czekają, aby jeden po drugim zginął z naszej ręki. Ubisoft wy tak na poważnie? Ile jeszcze czasu zamierzacie ciągnąć tą zręcznościową, niewymagającą i tak samo wyglądającą mechanikę walki?  Wygląda na to, że wystarczająco długo jeśli graczom się to nadal podoba.

 

Na całe szczęście jak dla mnie dużą część gry spędzamy na wodzie. I tutaj ujawnia się prawdziwy potencjał tej produkcji. Jest, gdzie i po co pływać - co jest niezwykle fajne. Zdobywamy m.im. schematy do statku, aby go w przyszłości ulepszyć, polujemy na zwierzęta zarówno morskie jak i lądowe oraz zbieramy skrzynie wypełnione skarbami i drogocennymi rzeczami. To rzecz jasna nie wszystko. Sam obszar świata gry jest przeogromny składający się z dziesiątek wysp, paru ważnych miast, przystani piratów jak np. Nassau (siedziba piratów). Burzymy oraz następnie zdobywamy fortece morskie,  pisząc w dużym uproszczeniu - jest tutaj co robić. A na brak nudy nie sposób tutaj narzekać. Fani wszędobylskiej eksploracji i sandboksów będą wniebowzięci. Z nowości warto dodać jeszcze możliwość nurkowania w wyznaczonych przez grę miejscach. To czyni z tej produkcji, największego i najbardziej rozbudowanego Asasyna w dziejach tej serii.

 

Wiem już, że nowy Asasyn świetnie spisuję się w roli sandboksa. Jednak ma on pewne problemy jak np. nadużywanie misji w których trzeba kogoś śledzić. Praktycznie każde tutaj zawarte zadanie opiera się na śledzeniu i podsłuchiwaniu danej osoby. Co jest z czasem strasznie upierdliwe i męczące w czasie wykonywania kolejnego niemal identycznego wedle schematu czynności. Prawie 60% gry bazuje na tym rozwiązaniu. W pewnym momencie powiedziałem dosyć, ile można? Mimo to byłem zmuszony pociągnąć dalsze losy tej historii. Mam w sumie cichą nadzieje, że w kolejnych odsłonach Ubi pójdzie po rozum do głowy i zaserwuję nam coś nowego, może świeżego. Powoli zaczynają mnie męczyć stosowane przez nich utarte schematy, które wciskają do każdej swojej wielkiej produkcji. Spodziewałem się też większej różnorodności czy nowości w arsenale Edwarda. W zamian dostałem jedynie dmuchawkę i parę rodzai strzałek ( usypiające, berserk-era) choć dobre i to. Dochodzimy do momentu, w którym to fabuła i jej antagoniści mnie zawiedli. I za to nawet jakbym chciał nie mogę wystawić tej grze pełnej ósemki.

 

W kwestii grafiki należą się tutaj jedynie pochwały. Oprawa wizualna tej produkcji deklasuje wszystkie odsłony z tej serii. Pisząc konkretniej - Karaiby są bogate w detale i przy okazji są niezwykle malownicze oraz piękne. W dodatku okraszone zostały żywymi kolorami z naciskiem na zieleń. Black Flag zdecydowanie wybija się poziomem grafiki na tle poprzedników. Obecne tutaj tekstury są zdecydowanie ostrzejsze a fizyka fal rozwinięta za sprawą fizyki nVidii. Po raz kolejny, silnik AnvilNext daję o sobie mocno znać i udowadnia drzemiący w nim jeszcze spory spory potencjał, który być może przy następnej odsłonie wzbudzi u mnie jeszcze większy podziw.

 

Muzyka choć stworzona przez Briena Tylera, nie zapada tak w pamięć jak przy okazji ogrywania Far Cry 3. Jednakże nadal jest ona solidnie skomponowana i zarysowana pod kątem pirackiej otoczki. Natomiast bardzo spodobały mi się w Black Flag szanty śpiewane przez marynarzy, podkreślając morski klimat.

 

Nie jest to tytuł na pewno pozbawiony wad, bo nie ukrywam, że takowych jest parę. Jednak w ostatecznym rozrachunku jest to gra, którą śmiało mogę każdemu polecić bez wahania, pod warunkiem, że lubicie pirackie klimaty i nie zmęczyła was jeszcze toporna mechanika gry na lądzie. Można jej wiele wybaczyć, ponieważ jest to prawdziwy raj dla osób lubujących eksplorację w grach komputerowych. Nie oczekujcie również od niej bogatej historii, choć rzecz jasna jest to kwestia dyskusyjna i mocno indywidualna. Ale jak już mówiłem, łatwo można się w niej rozkochać i jeszcze łatwiej zatracić za ten ogromny i bogaty świat wypełniony po brzegi pirackimi przygodami. Ode mnie solidne siedem z potężnym plusem za rozmach i coś nowego niż tylko kolejne zwiedzanie monumentalnego miasta. Dla mnie była to arcyciekawa odskocznia, oby tylko te następne były tak pozytywne, jak właśnie Black Flag.


 

7+ ( Śmiało możecie zagrać )

 Plusy:

  • duży otwarty oraz spójny świat gry;
  • bogata w detale oraz piękna oprawa wizualna;
  • dobrze nakreślona postać Edwarda Kenwaya;
  • aspekty związane z mechaniką walki na morzu;
  • mnóstwo aktywności pobocznych;
  • świetny, nieprzejaskrawiony piracki klimat;
  • największa i najbardziej rozbudowana odsłona w dziejach asasyna;

Minusy:

  • przewidywalna i mało angażująca piracka opowieść;
  • wysłużona mechanika gry na lądzie, która wymaga zmiany;
  • w dalszym ciągu mało wymagający system walki;
  • nadużywanie misji śledzenia różnych osób;


 Autor: Kamil Nakonieczny

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium