Skrytobójca powraca w wysokiej formie

Z roku na rok seria Assassin's Creed zadomowiła się u nas na stałe. Po mocno wyeksploatowanym Ezio Auditore da Firenze przyszła kolej na nowego skrytobójcę i równie odmienną epokę. Czy po odcinaniu kuponów z dodatków do dwójki ''Brotherhood'' oraz ''Revelations'' ludzie ze studia Ubisoft Montreal zdołali tchnąć nową jakość w trzecią odsłonę cyklu Assassins's Creed? Zapraszam do mojej recenzji.

Asasyni tak naprawdę istnieli pod nazwą nizaryci wywodzący się od Nizara. Działali oni od XI do XIII wieku na Bliskim Wschodzie. Skrytobójcy są nadal w modzie dlatego też marka Assassin's Creed rozkwitła oraz jest niezwykle popularna zwłaszcza w Polsce. Odwieczne starcie pomiędzy zakonem Templariuszy a bractwem Asasynów zdaję się nigdy nie kończyć. Dlatego też teraz będziecie skakać po niskich dachach budynków i biegać po szerokich ulicach Bostonu i Nowego Jorku w celu zabicia Templariuszy.

Nowa odsłona to kompletnie nowy rozdział w historii serii. Rozdział niezwykle dla mnie udany. Nowy bohater, którego prawdziwe imię ciężko wymówić oraz zupełnie inna epoka przesiąknięta bogatą historią. To sprawia, że ciężko nazwać kolejną odsłonę ''odgrzewanym kotletem''. To może natomiast zwiastować doprawdy Assasynową rewolucję. Czy tak się stało przekonacie się dalej.

Assassin's Creed III definitywnie zrywa z renesansowymi Włochami. I robi to z wielkim rozmachem. Tym razem gra przedstawia losy młodego Indianina o pseudonimie Connor. Zostaję on wciągnięty w krwawą rewolucję amerykańską odbywająca się na terenie Ameryki Północnej w latach 1753-1783. Nie jest to dla mnie jako polaka okres szczególnie fascynujący. Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych to, niemniej też coś dla odmiany innego niż odcinanie koronowanych głów z drugiej części. Generalnie AC III oferuję niespodziewane zwroty akcji co już jest domeną tej serii, ale również interesujących bohaterów, przez co nie zawsze są jednowymiarowi, a cała historia sprawia bardzo dobre wrażenie. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że jest naprawdę w kilku momentach świetna zwłaszcza w części historycznej. Ogólnie opowieść jest bardzo dojrzała i poważnie ukazana niżeli to wcześniej bywało. Obraz oddania się w imię dobra, męstwa i odwagi jest pełny patosu z podziałem na czerń i biel. Takie spojrzenie w tej kwestii zafundowała nam właśnie ekipa z Ubisoft Montreal.

Boston, Nowy Jork, wiele postaci historycznych jak np. Jerzy Waszyngton, Benjamin Franklin, Charles Lee to wszystko i wszystkich znajdziecie właśnie podczas rozgrywki. Będziecie również świadkami ze strony przedstawienia doniosłych scen historycznych jak m.in oblężenie Bostonu, bitwa o Bunker Hilll, pożar Nowego Jorku czy także słynny bunt nazwany ''bostońską herbatą''. Jeszcze nigdy w dziejach tej serii asasyn nie był przesiąknięty tyloma historycznymi wydarzeniami. Przelano w niej masę treści i pompatycznych scen, której by wiele innych produkcji się nie powstydziło.

Postać Connora to zupełne przeciwieństwo rozrywkowego Edzia z dwójki. Nowy bohater od tego moemntu głosi swoje idee i walczy o wolność i sprawiedliwość. Wiele zarzuca protagoniście, że jest pozbawiony wyrazistego charakteru (znanego z zawadiaki Włocha) czy jest po prostu nudny. Ja jednak odniosłem inne wrażenia w gąszczu krytyki ze strony fanów, gdyż od teraz Connor mimo licznych zarzutów to postać umotywowana swoimi słusznymi ideowościami i zaangażowana jest mocno w walkę z Templariuszami. Może nie tak wyrazisty, jak w przypadku Ezio, ale motywuję swoje działania chęcią zemsty oraz walczy o swoje zresztą całkiem słusznie uzasadnione idee. Co ciekawe poznajemy go od małego chłopca wychowującego się w wiosce Mohawków, po czym śledzimy jego dorastanie. Kiedy jego wioska zostaję doszczętnie zniszczona, bohater pragnie zemsty, wstępując tym samym do bractwa asasynów. Protagonista również szybko zostaję uwikłany w świetną intrygę. Przed narodzinami Connora wcielamy się w inną postać - charyzmatycznego Haytama Kenweya, którego z chęcią widziałbym w roli głównego bohatera aż do samego końca. Dopiero po kilku godzinach w grze powracamy z powrotem do głównej postaci. Assassins's Creed III ma też świetnie zarysowanego antagonistę, ale tutaj nie chciałbym niczego zdradzać a tym bardziej zaspoilerować.

Wątek współczesności, w którym Demond Miles odkrywa przodków jest jedynie tłem potraktowanym trochę po macoszemu. Gra skupia się całkowicie na historii Connora. Mimo to, stanowiło całkiem udaną odskocznię od wątku głównego, wspinając się po wysokich wieżowcach korporacji.


Mechanika rozgrywki w kolejnym Asasynie delikatnie uległa zmianie. Produkcja po raz pierwszy w serii wprowadza dzikie pogranicze, które jest znacznie większe niż obszar Bostonu czy Nowego Jorku. Dlatego teraz więcej czasu spędzimy poza miastem skacząc nie po dachach budynków, a po gałęziach drzew, wspinając się także po licznych skałach. Ulice w miastach zarówno w Bostonie jak i w Nowym Jorku są na tyle szerokie, że od teraz bieganie po nich jest znacznie bardziej pożyteczne niż skakanie z dachu na dach płaskiego zabudowania. Mechanika walki to zrzynka z poprzednich odsłon- wszystko nadal opiera się na kontrataku, chociaż pojedynki stały się odrobinę trudniejsze. Za to arsenał Connora jest znacznie bogatszy dopiero w tej części a to za sprawą łuku i tomahawka. Zwłaszcza ten drugi jest na tyle funkcjonalny i śmiercionośny, że używanie reszty nie ma większego sensu. Jeśli komuś mało można także zaczepić linkę na drzewo, aby powiesić delikwenta na gałęzi. Nie zabraknie także samej broni palnej, która tutaj bardzo wolno się przeładowuje. Z nowości można nadmienić to, że główny bohater może posłużyć się ''żywą tarczą'' zasłaniając się wrogim ciałem, chroniąc się przed ostrzałem z muszkietu.

Teren pogranicza stwarza nowe możliwości, aby coś nowego w tej odsłonie porobić. Więc można polować na zwierzęta, następnie je skórując w celu wytworzenia konkretnej rzeczy coś na wzór Far Cry 3. Ale nie jest to tak fajnie zrealizowane jak właśnie w tym hicie również od Ubisoftu. No, ale zawsze to jakaś nowość w serii.

Jednak największą zmianą w tym cyklu wydaję się być wprowadzenie bitew morskich, które mnie tutaj zaciekawiły. Aquila to statek Connora, można go usprawnić, dodając do niego np. dodatkowe armaty czy mocniejszy kadłub. Szkoda jedynie, że w grze nie znajdziemy ponownie zdobywania nowych części zbroi i elementów zręcznościowych w Katakumbach co zresztą bardzo lubiałem.

Nie ukrywam, że miałem do czynienia z najbardziej rozbudowaną częścią Assassin's Creed w dziejach historii serii. Jest tutaj całe zatrzęsienie zadań pobocznych. Począwszy od: wykonywanie zadań zlecanych przez mieszkańców wioski, wątku rozbudowywania własnej osady, wyzwalania fortów, polowaniach na zwierzęta, zbieraniu piórek i innych pierdółek skończywszy na kapitalnych bitwach morskich, które nie jest wciśnięte na siłę w postaci mini gry.


Nowa odsłona Asasyna wygląda przy tym przepięknie. Nie spodziewałem, aż tak dużej różnicy w oprawie wizualnej w stosunku do jej poprzedników. Lecz już na wstępie jakość obrazu wyglądała nieporównywalnie lepiej na korzyść nowego Asasyna. Zimowe pejzaże, malownicze rejony pogranicza, sztorm podczas bitwy morskiej wygląda to wszystko w sposób przekonywujący, aby ją na tym polu wyróżnić. Potencjał silnika Anvil Next potwierdza czego możemy się spodziewać w przyszłości.


Jednakże pewne obawy kierowałem w stronę ścieżki dźwiękowej. Po świetnych utworach Jespera Kyda tym razem zastępujący go Lorne Balf spisał w mojej opinii wcale nie dużo gorzej od powyżej wspomnianego i dobrze znanego wszystkim kompozytora. Zatem wszystkie dostępne w grze utwory słucha się z czystą przyjemnością. Udźwiękowienie gry po raz kolejny stoi na wysokim poziomie, jest to zwłaszcza odczuwalne podczas wzniosłych wydarzeń historycznych i w czasie bitew zarówno morskich i jak i tych lądowych.

Assassin's Creed III na szczęście wprowadza kilka nowości, które w większości wypaliły. Mamy też względnie całkiem udaną historię w części historycznej i nowego bohatera, którego osobiście polubiłem, ale nie jest tak wyrazisty jak jego poprzednik. Wypracowana formuła od pierwszej odsłony nadal sprawdza się tutaj relatywnie dobrze, więc jeszcze nie odczułem zmęczenia w tej formule. Natomiast szkoda, że samego skradania jest tutaj jak na lekarstwo. I to cały AC III - gra, w której kolejny numerek w tytule nie jest bez powodu. A o sile tej produkcji stanowi bogata w szczegóły - historia i jej bohaterowie.

 

Ocena gry: 8/10

 

Plusy:

  •  Świetna warstwa fabularna w części historycznej;
  •  Wielowymiarowe postacie;
  • Connor mimo kontrowersji daję radę;
  • Oprawa wizualna;
  • Bitwy morskie;
  • Jak zwykle starcza na długo;
  • Płynny system walki;

Minusy:

  • Słaba optymalizacja;
  • Mało ''skrytobójstwa'' w ''skrytobójcy''
  • Zlikwidowanie zręcznościowych misji w katakumbach;
  • Warstwa ekonomiczna leży;
  • Nie wszystkie pomysły wypaliły;

 

Autor: Kamil Nakonieczny

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium