Dobra alternatywa dla fanów serii Souls oraz hardcorowych RPGów, lecz wcale nie bliska ideałowi, jakby się to wydawało.

Dużo czasu upłynęło, zanim postanowiłem sięgnąć po Lords of the Fallen, czyli polskiej produkcji ewidentnie wzorującej się na serii Dark Souls od From Software. Przełamana niemoc, niepokój przed kolejną śmiercią herosa wielokrotnie wprawiała mnie w stan furii, przepotężnej frustracji tym, jak ciężkie może okazać się starcie z przeciwnikiem o monumentalnych gabarytach. W końcu niezliczone oraz przezwyciężone próby podołania wyzwaniu okazały się kluczem do wejścia w świat gry. Coś we mnie definitywnie pękło skoro postanowiłem sięgnąć po tytuł, w którym liczenie zgonów nie ma najmniejszego sensu. Zacznę od, że

Lords of the Fallen to gra action RPG stworzona przez studio CI Games oraz Deck 13. Firma znana z wypuszczania jedynie bardzo przeciętnych tytułów tym razem miała ambitny plan stworzenia produktu na światowym poziomie. Produkcja czerpiąca garściami z wybitnej serii Dark Souls znalazła swoje liczne grono sympatyków i udowodniła, że to najlepsza gra od CI Games. Czy jednak słusznie? Przekonajmy się.

 

 

Gracz trafia do fantastycznej, mrocznej krainy, wcielając się w postać Harkyna. Jego zadaniem jest unicestwienie wszystkich lordów panoszących się w tym świecie.  Naszym przeciwnikiem są Rhogarowie, demoniczni wojownicy, którzy są niezwykle potężni. Przerwanie inwazji i zlikwidowanie wszystkich przywódców stanowi główną atrakcję oraz motywację do przemierzania kolejnych obszarów niezwykle mrocznego zakątku mistycznego świata. Przyczyny oraz skutki wydarzeń systematycznie poznajemy w trakcie przygody. Całość, jeśli chodzi o oś fabularną - wypada niestety bardzo słabo, rzekłbym nawet że czuję się rozczarowany poziomem wykonania poniektórych linii dialogowych. Nie pomaga w tym również znikoma ilość miałkich postaci napotykanych w kluczowych etapach przed zbliżającym się pojedynkiem z którymś z lordów.

Nawet najbardziej zaskakujący zwrot akcji bardzo łatwo jest przewidzieć. Scenariusz nie jest silna stroną gry, mimo że jest kilka wyborów opcjonalnych, jednak nie mają one kompletnie żadnego znaczenia dla przebiegu dalszych wydarzeń. Szkoda, że scenarzystom nie udało się wykreować czegoś bardziej ambitnego, jeśli już zdecydowali się na swoją opowieść w nowym action RPG to powinni się bardziej przyłożyć. Tymczasem skończyło się jedynie na iluzorycznych aspiracjach do bycia czymś więcej niż tylko klonem Soulsów. Protagonista, jak i cała reszta mało interesujących postaci drugoplanowych nie jest z cała pewnością siłą Lords of the Fallen. Treści tutaj mało, lecz wymagająca taktyki walka oraz eksploracja wynagradza nam wszelkie niedoskonałości i ułomności fabularne.

 

 

Warstwa czysto rozgrywkowa to już inna para kaloszy. Jest to bardziej przyjemny aspekt składowy, w którym Lords of the Fallen triumfuję. Z tej właśnie strony ekipa z CI Games pokazuję się z dobrej strony, udowadniając że świetnie wyważony oraz wciągający gameplay jest główną esencją nowo wykreowanej marki. O tuż system walki jest niezwykle dopracowany i płynny, magnetyzujący na długie, chłodne wieczory. W każdym razie każda niemal potyczka sprawia nie tylko ogromną frajdę, ale także i satysfakcję z pokonanego przeciwnika, nawet po wielu godzinach przygody. Wymiany ciosów nie zawsze są idealne, lecz na tyle płynne i efektowne, że nie miałem problemów z wymierzeniem oręża w pancerz przeciwnika. Przy tym każda potyczka jest inna i horrendalnie wymagająca co stanowi kwintesencję gier tego pokroju. Trzeba jednak pamiętać o tym, że nawet z pozoru najłatwiejsze starcie może okazać się nagłą klęską, gdy zlekceważymy oponenta. Myśl o sromotnej porażce tylko nas wzmacnia i wyczula na najdrobniejszy błąd z naszej strony. Gra uczy pokory, na każdym kroku trzeba zachować cierpliwość, trzeba być uważnym i obserwować ruch przeciwnika, by odkryć jego słabości. Poziom trudności jest odpowiednio wyważony, niemniej zdecydowanie bardziej przystępny niż w serii Dark Souls, co oczywiście przekłada się na to, że gra trafi do większej ilości odbiorców. Dla wielu osób może być to wręcz atutem, gdyż nie każdy jest w stanie odbić się od przygważdżającego do parteru, monstrualnie frustrującego, acz sprawiedliwego poziomu trudności.

 

 

W każdym bądź razie nadal jest to bardzo trudna gra, miejscami sprawiająca frustrację ze względu na wysoki współczynnik umieralności. Śmierci jednak nie sposób uniknąć, zwłaszcza że dość szybko stawiamy czoła pierwszemu lordowi. Niemniej jednak zagorzali fani Soulsów nie powinni mieć większych trudności z przejściem kampanii. Nie każde starcia, pojedynki z lordami należą do ciekawych i efektownych. Bywają też takie, które są po prostu słabe, monotonne i dziecinnie proste, lecz nie ma ich na szczęście za wiele. Zdarzyło się to zaledwie kilka razy, w większości starcia np. z braciszkami dają nieźle popalić. Najważniejsze jest to, że przeciwnicy nie dają chwili wytchnienia, i jest to oczywiście pozytywna strona rodzimej produkcji. Konfrontacje z przeróżnymi monstrami odbywają się na zasadzie prób i błędów oraz permanentnej obserwacji zachowań wroga. To jedna z tych gier, która uczy pokory, a my uczymy się w nią grać podczas przemierzania dalszych zakamarków krainy, w której zło się odrodziło. Działa to wyśmienicie i sprawia, że gra szybko się nie nudzi.

 

 

Zasadniczy wpływ na styl walki ma nasz ekwipunek. Najistotniejszą częścią wyposażenia jest broń, z którą często się eksperymentuję. Wielki miecz, żelazny topór, sztylety - każdy oręż oferuję całkiem odmienny zestaw ofensywnych ruchów. Korzystania z danego oręża zagłady musimy się nauczyć. Również duże znaczenie mają różne rodzaje tarcz, o ile zdecydujemy się z nich korzystać. Zatem można wykonać atak lekki lub silny, a im dłużej przytrzymamy przycisk odpowiedzialny za siłę uderzenia tym pokaźniejsze zadamy wrogowi obrażenia. Każdy wymierzony cios zużywa energię, która się odnawia. Dużo też zależy od klasy jaką sobie wybraliśmy. Mianowicie są trzy: wojownik, kleryk i łotrzyk. Pierwsza z nich cechuję się ogromną siłą i opancerzeniem, druga to typowy mag korzystający z zaklęć, zaś ostatni wyposażony jest w dwa sztylety, preferujący lekką zbroję, lecz wynagradza to jego mobilność. Klasa wojownika polecana jest osobom początkującym. Wielki miecz i ciężka zbroja to główne jego atuty i rzeczywiście wojownikiem gra się najlepiej w kwestii szybkiego ukończenia gry bez trudu. To typowy tank, który bez trudu przyjmuję na klatę pokaźne obrażenia, ale wolny niczym żółw w podwójnym pancerzu. Niemniej każda klasa oferuję nieco inny styl, ale nie tak diametralny, jakby się to na początku mogło wydawać. Zrobiono to głównie po to, aby grę zaliczyć kilkukrotnie w formie new game+ tyle, że inną klasą postaci. Niezależnie na co się zdecydujemy, trzon rozgrywki nadal pozostaję wciągający i niezwykle złożony. Profesje są na tyle nieźle zbalansowane, że nawet zachęcają do przetasowania każdej klasy w kilku zupełnie innych wariantach.

 

 

Całość urozmaicona jest o magię, a dokładniej zestaw czarów z czterech kategorii, które wybieramy na samym początku przygody z Harkynem. Jak na rasową grę akcji RPG przystało musimy zdobywać punkty doświadczenia, by odblokować szereg kolejnych unikatowych zdolności. Rozdzielamy pozyskane doświadczenie z zabitych przeciwników na punkty zaklęć lub punkty atrybutów. Zaklęcia bardzo przydają się w walce, a atrybuty podwyższają nam statystyki w różnych kategoriach np. siły, żywotności etc. Dosyć szybko wchodzimy w posiadanie magicznej rękawicy. Rękawica to bardzo przydatny i użyteczny oręż, aczkolwiek nie przesadzony w kwestii zadawania obrażeń. Potężny sprzymierzeniec w lewej ręce ma trzy podstawowe tryby ataku np. fala uderzeniowa, wybuch albo służy jako broń dystansowa wystrzeliwująca małe ogniste pociski. Nie zabrakło symbolicznych run odnajdywanych w trakcie przygody, podnoszących statystyki danego przedmiotu, jeśli zdecydujemy się na ten zabieg u kowala.

 

 

Bardzo ważny, jak i nie najważniejszy aspekt to oczywiści odpowiedni, zbalansowany rozwój postaci. Zgromadzone punkty doświadczenia zamieniamy na punkty atrybutów lub punkty zaklęć - by ulepszać interesujące nas statystyki. Bez tego ani rusz dalej, a jeśli źle dobierzemy je to będziemy mieli wielki kłopot, aby przejść do następnej lokacji. Zatem trzeba inwestować rozważnie i z głową, by nie uderzać głową w ścianę. Analogicznie jak w cyklu Souls, również i tutaj mamy do czynienia z systemem, który zachęca do ponownego przejścia gry na nowo, lecz zupełnie inną klasą. Samo doświadczenie jej pokaźna pula, można nieobligatoryjnie przechowywać przy punktach kontrolnych, lecz wiąże się to z pewnym ryzykiem. O tuż, gdy je utracimy to mamy możliwość wrócenia się do tego samego miejsca i ponowne zebranie utraconych, cennych dla nas punktów, tylko trzeba to zrobić w miarę szybko. Jednak, gdy nam się nie uda zebrać to dożywotnie je tracimy. Jeśli już przechowamy doświadczenie w punkcie kontrolnym to mnożnik zabójstw się wyzeruję. Można rzec coś za coś, albo się bogacimy albo tracimy wszystko, nie raz ryzyko nie popłaca. Najlepszym rozwiązaniem jest zachować umiar, by potem nie żałować. Niemniej doświadczenie trzymane przy sobie jest niezwykle kuszące, ale nie zawsze jest opłacalne. Utrata cennych punktów w pokaźnej ilości z pewnością bywa bolesna, o czym wielokrotnie się przekonałem na własnej skórze, na szczęście zawsze istnieje bardzo duża szansa, by odzyskać pokaźne punkty expo w miejscu, w którym zginęliśmy. Także same punkty kontrolne są rozmieszczone sensownie i nie trzeba powtarzać milion razy tej samej czynności. Jednak odradzanie się wrogów może być niemiłym doświadczeniem, mało atrakcyjną niespodzianką, która spowoduję u nas wielką konfuzję i zniesmaczenie na naszej twarzy. Niemniej wrogowie odnawiają się wyłącznie po naszej śmierci i w czasie wczytywania lokacji. Przechodząc do punktu zapisu, odnawiamy cenne zasoby zdrowia i magii.

 

 

Lokacje w grze nie są szczególnie rozległe i rozbudowane. To mieszanina otwartych przestrzeni z wieloma dodatkowymi wejściami, tysiącami ciemnych korytarzy, mimo wszystko zachęcają do wszędobylskiej eksploracji. Zwiedzimy lochy, podziemia, pradawne świątynie i gdzieniegdzie rozświetlone obszary Cytadeli. Widoki wtedy są wspaniałe, chociaż przeplatane większą ilością mroku i szarości, lecz gdy spojrzymy w oddali na górskie szczyty to widok robi wrażenie, jak zresztą cała warstwa wizualna gry. Miejscówki nie są zbytnio obszerne, lecz nie nic stoi na przeszkodzie, by zboczyć z głównej ścieżki. Zazwyczaj robi się to po to, by zebrać jakiś unikatowy przedmiot lub skrywkę dopowiadanej opowieści. Element eksploracyjny nie jest jakoś szczególnie rozbudowany. Zazwyczaj z paroma wyjątkami, wiemy jak dotrzeć do głównego celu misji, choć nie dotyczy to garstki zadań pobocznych. W trakcie szukaniach ich zdarzyło mi się kilkukrotnie zabłądzić. Tutaj nie ma żadnej mapy, wskazówek i to bardzo cieszy. Wiele przejść prowadzi do skarbu w postaci lepszej zbroi czy oręża siania mordu w szeregach Rhogarów.

 

 

Wizualnie jest bardzo dobrze, jednak niekoniecznie dobrze w kwestii optymalizacji. Gra owszem robi wrażenie, lecz nie zawsze ta jakość detali imponuję. Na pochwałę zasługuję jakość modeli pancerzy, broni oraz fenomenalnie wyglądające cienie, jakość otoczenia już nie wzbudza takiego podziwu. Nie widzę racjonalnych powodów, aby ta gra miała tak słabo działać, a tym bardziej nie rozumiem zasobności monstrualnego zużycia vram. Muzycznie LotF też trzyma wysoki i równy poziom. Utwory są dobrane świetnie i dobrze kontrastują z klimatem mrocznego i klimatycznego tonu opowieści. Nie ma tutaj nic co wyróżniało by się na tle innych RPGów, ale prócz przeciętnej optymalizacji nie mam także większych zastrzeżeń.

 

 

 

W nowe dzieło CI Games grało mi się super, serio! Rozczarował mnie bezpłciowy bohater, tragiczny scenariusz, o którym w ogóle zapomniałem, że istnieje, denne postacie, słaba optymalizacja - jest wiele elementów, które powodują że nie mogę wystawić tej produkcji wysokiej noty, ani też wyższej niż 7. Mimo wszystkich uwag z mojej strony, wielokrotnie będę powtarzał, że rozgrywka w tej grze cholernie wciąga. Dla fanów tego gatunku must have, a dla innych świetna okazja, żeby poczuć przedsionek prawdziwych batalii przed wstąpieniem do świata Soulsów. Uważam ten czas za dobrze spędzony i nie żałuję ani złotówki na Lords of the Fallen.

 

 

 Ocena 7/10

 

Zalety:

  • bardzo dobra oprawa audiowizualna;
  • niesamowicie dopracowany i złożony system walki;
  • system rozwoju postaci;
  • efektowne i wymagające pojedynki z lordami;
  • motyw przechowywania punktów doświadczenia;
  • dobrze wyważony poziom trudności dla nowicjuszy tego typu gier;
  • warstwa eksploracyjna wynagradzająca chęć odnajdywania cennych rzeczy;
  • spory wybór dozbrojenia się;

 

Wady:

  • bardzo słaba optymalizacja;
  • denny scenariusz, bohater i postacie drugoplanowe;
  • skandalicznie krótka;
  • mało klas postaci;
  • zbyt ciasne lokacje do których się ciągle powraca,

 

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium