Chaos, dynamika, krwawa eksterminacja w piekielnym świecie pełnym demonów

 

 

Wreszcie doczekaliśmy się

 

kolejnej odsłony DOOMa i to

 

takiej, mocno nawiązującej do

 

1 i 2 części.

 

 

Po dwunastu latach oczekiwania po świetnej trzeciej odsłonie piekielne wrota demonicznego chaosu znów zostały otwarte.

Nowe wcielenie Dooma tym razem bez numerka czerpie pełnymi garściami od swojego wielkiego przodka z dawnych lat jego świetności, totalnie odcinając się od bardziej ''horrowej'' części trzeciej. Kolejna odsłona niezwykle rozpoznawalnej serii

strzelanek w tym wypadku bardzo mocno nawiązuję do 1 i 2 części. Wskrzeszenie do życia marki Doom zaowocowało tym, że otrzymujemy ponownie niesamowicie szybki, totalnie oldskulowy gameplay, dużo rozwałki i ostrej gry, krwi i flaków zwieńczona absurdalnie dynamicznym tempem zabawy z przepotężnym arsenałem do siania zniszczenia. Czy to wszystko wystarczy, aby zainteresować każdego miłośnika pierwszoosobowych, staroszkolnych FPSów? Pora przekonać się, czy mechanika strzelania przywraca to, co najlepsze z lat 90.

 

Witamy ponownie w piekle

 

W zasadzie pisząc każdą recenzje, to zawsze tak wychodzi, że na samym początku skupiam się na roli scenariusza. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że historii w nowym Doomie praktycznie nie ma. Natomiast jeśli już jest to stanowi jedynie tło dla bardzo intensywnej rozgrywki, w której przez zdecydowanie większą część przygody naparzamy się z licznymi hordami demonów. Są to raczej poszatkowane zlepki wydarzeń w ośrodku badawczym na Marsie, ale nie ma tego zbyt wiele, aby nie przeszkadzały one w budowaniu odpowiedniego klimatu. Początek jest nader interesujący, nasz bezimienny protagonista budzi się w dość osobliwym sarkofagu i zanim staję na nogi, morduje już pierwszego demona. To mi się jednak podoba, bo gra nie stara się na siłę eksponować opowieści w sposób, jaki to czyni wiele innych wysokobudżetowych produkcji. Cel w Doomie jest jeden – unicestwić każdą demoniczną formę w danej lokacji. Ten klarowny oraz misterny plan okazuję się prawdziwym remedium, aby skupić się na tym, co tutaj jest najlepsze. Historia jest szczątkowa, jednak to właśnie ona pomaga w tym, aby się w pełni skoncentrować na wyzwaniu, jakim są zastępy demonicznych istot. O horrorze usytuowanym w kosmosie trzeba jak najszybciej zapomnieć, bo nie o straszenie tutaj chodzi, a właśnie o niezliczone pokłady adrenaliny podczas gdy dziesiątki, a może nawet setki piekielnych poczwar czyha, aby pozbawić nas żywota.

 

Trzecia część Dooma w mojej opinii była udana, lecz na pewno nie idealna, ponieważ za bardzo starała się być ''horrorem'' co mu de facto nieźle wychodziło. Wprawdzie zapomniał kim byli jego najwięksi prekursorzy, niemniej świetnie budował klimat grozy oraz poczucie strachu. Tutaj zaś tego ewidentnie zabrakło, ale z kolei główną zaletą tej produkcji jest warstwa gameplayowa. W tej materii trzecia odsłona Dooma nie brylowała, ale nieźle za to straszyła. Restart uznanej marki nie oferuję tony treści i to trzeba wyraźnie podkreślić osobom, które tego oczekują. W zamian Doom funduję hektolitry krwi oraz ocieka brutalnością na każdym niemal kroku. Nastawienie na piekielnie absorbujący chaos, w którym strzelamy...strzelamy... i jeszcze raz strzelamy było idealnym posunięciem z uwagi na odkopanie najstarszych korzeni, przy tym silnie nawiązując do pamiętnych klasyków z lat 90-tych. Zamiast podejmować ryzyko, twórcy cofnęli się do najlepszych lat z tego gatunku, fundując szalone tempo akcji, leczenie się porozrzucanymi apteczkami, zbieranie punktów pancerza – totalny oldskul. Taką formułę albo się lubi, albo też nie. Generalnie czułem się w swoim żywiole, niczym nieśmiertelny, osamotniony Marine, dla którego jedynym słusznym rozwiązaniem jest brniecie przed siebie i unicestwianie w jak najbardziej ekwilibrystyczny sposób tuziny przeciwników. W każdym razie łatwo nie jest.

 

 

 

 

 

Niezawodna strzelba najbardziej przydaję się w podbramkowych sytuacjach

Arena niekończących się fal starych i nowych przeciwników

 

Lokacje są naprawdę świetnie wykonane i to zarówno pod kątem mobilności, jak i od strony projektu. Areny są wertykalne i to właśnie nadaję głębi w zabawie dla pojedynczego gracza. Widok na bazę umiejscowioną na Marsie, piekielne pustkowia i rozbudowane laboratoria robią niemałe wrażenie i wszystko to wygląda naprawdę imponująco. Jednak najciekawsze jest jednak to, że pod względem struktury map – są one świetnie zaaranżowane. To właśnie w czasie przerwy od intensywnych walk, do gry wchodzi uwielbiana przeze mnie eksploracja i wyszukiwanie sporej ilości poukrywanych sekretów oraz licznych wyzwań. Najważniejszy aspekt gameplaya to oczywiście potyczki z przeróżnymi z piekła rodem bestiami i w tym miejscu należy zaznaczyć, że projekty wszystkich aren działań sprawiają, że trzeba kombinować. Powoduję to, że koniecznością jest pozostawanie w ciągłym ruchu zarówno w poziomie, jak i pionie. Jest to nieodłączny element rozgrywki, aby przeżyć każdą kolejną minutę, przedłużając nadzieje na to, że szybko nie zginiemy. Ta wertykalność rozgrywki przypomina trzeciego Crysisa tyle tylko, że na większą skalę, lecz tutaj jest to zrobione po prostu dużo lepiej. Dzięki temu rozwiązaniu, jeśli dobrze gospodarujemy punktami życia, liczbą amunicji, korzystamy z każdej alternatywnej, możliwej ścieżki to ostateczne zwycięstwo przychodzi dużo szybciej bez konieczności jego powtarzania.

 

Na tym jednak nie koniec, bo prócz sekretów, licznych wyzwań są również wszelakie znajdźki, zestawy upgradów, a czasem nawet broń w postaci mini guna. Zestaw bogatego arsenału do siania pysznego mordu z czasem się powiększa i ciężko mówić w tym aspekcie o małej różnorodności. Dlatego też, eksploracja jest tutaj również szalenie istotna, ale także całkowicie nieobligatoryjna. Wymaksowanie tego tytułu w postaci odnalezienia wszystkiego to prawdziwy raj dla eksploratorów, jakim bez wątpienia jestem i to mnie niezwykle ucieszyło. Biorąc pod uwagę, że to nadal liniowy shooter, aczkolwiek przypominający w pewnym sensie genialną po dzień dzisiejszy serię Bioshock, albowiem zaskakująco dużo tutaj swobody. Wszystko to z uwagi na możliwość powracania do wcześniejszej lokacji oraz ich rozbudowanie podczas dynamicznych starć, w których mamy pełną, wielopoziomową swobodę w trakcie poruszania się. Jak na liniową strzelankę przystało, naprawdę sporo tutaj upchano sekretnych przejść i np. rzeczy nawiązujących do tej marki, ale to dla mnie zaleta niedodana przez twórców gry na siłę.

 

 

Strzelaj, morduj, wykańczaj następnie eksploruj...

 

 

Rozgrywka w nowym Doomie to klasyczny, staroszkolny shooter zapoczątkowany przez Johna Romero oraz ekipę z id Software. Pamiętny rok 1993 i pierwszy Doom- to było coś. Gra z gatunku first-person shooter, w której wcielając się w komandosa musieliśmy się zmierzyć z przybyłą z piekła armią demonów. Prawdziwe objawienie w swoim gatunku, tym samym wyznaczyła nową ścieżkę, którą do dzisiaj podąża wiele współczesnych pierwszoosobowych strzelanek. Z nowym Doomem było wiele perturbacji i równie sporo znaków zapytania. Ostatecznie postanowiono niekombinowań i stworzyć prostą formułę opartą na rozpoznawalności marki i moim zdaniem udało się to zrealizować wyśmienicie. Zakręcone tempo akcji przypomina francuski rozpędzony pociąg TGV, osiągając zawrotną prędkość. Tak, to jest właśnie kolejny twór od ekipy z id Software. Schemat rozgrywki oparty na prostym założeniu - nowa lokacja, nowi przeciwnicy, następnie inicjując niespotykaną w jakiejkolwiek innej grze rozkoszną rzeź. To taka swego rodzaju apokalipsa w świecie demonów, w której bestialsko tniemy na kawałki wszelkie potworne monstra za pomocą piły mechanicznej, odstrzeliwujemy głowy klasyczną strzelbą, wysadzamy o monumentalnych rozmiarach oponentów za pomocą wyrzutni rakiet, a na deser w brutalny i najbardziej absurdalny sposób łamiemy kark, czego chcieć więcej.

 

Zwycięstwa chwały, innymi słowy efektowne finiszery sprawiają,że demony porzucają więcej zdrowia. Stały ruch to klucz do zwycięstwa. Przyznam się szczerze, że dawno nic tak dynamicznego nie ogrywałem, mimo wszystko id Software wzniosło się na wyżyny swoich możliwości i zafundował najszybszy styl zabawy od niepamiętnych czasów, jaki właśnie tutaj uświadczyłem. Masa spluw z dwoma alternatywnymi trybami strzału w zależności od zastosowanej modyfikacji, rój przeróżnych demonicznych stworów – to festiwal żywiołowych, wybuchowych wrażeń i przepotężnej dawki adrenaliny spowodowanej, że chce się po prostu przeżyć to piekło. To kwintesencja tego co najlepsze w tej serii, bez jakichkolwiek rewolucji w rdzeniu rozgrywki. Doom nie jest żadną formą współczesnej strzelanki, musimy zabijać, by przeżyć następny atak demonicznego chaosu na Marsie. Z poległych wrogów wyskakuje zdrowie i cenna amunicja, którą nas bohater ''konsumuje''. Dlatego też warto unicestwiać wrogów w przeróżny sposób i notorycznie korzystać ze zwycięstw chwały, by pozyskiwać np. więcej zdrowia. Cała gra to jeden wielki plac boju i niekiedy można wpaść w pułapkę schematyczności, jeśli nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować.

 

Generalnie nic innego się tu nie robi, jak właśnie posyła bestie do piekła, ale jest to zrobione w cholernie satysfakcjonujący dla mnie sposób. Mimo, że mało entuzjastycznie podchodziłem do tego tytułu, zwłaszcza po rozczarowującej becie to kampania mnie miło zaskoczyła jakością wykonania i nie przeszkadzał nawet fakt banalnego oraz znikomego zarysu fabularnego. Motyw przewodni ''fabularki'' jest wyssany z palca, byle by tylko naparzać się w każdej kolejnej lokacji do jakiej trafiamy. Chwila oddechu przeplatana demoniczną furią oto cały Doom i jego szablonowość, która mi odpowiadała, lecz tylko za pierwszym, no i może jeszcze drugim podejściem. Nie brakuję także ciężkich batalii pod sam koniec gry z gargantuicznymi w swoich rozmiarach bossami. Niemniej jest ciężko, ale nadal jest to satysfakcjonujący poziom z pokonywania kolejnych hord przeciwników.

 

Mało straszenia, za to dużo strzelania bez pogmatwanej fabuły

 

Szykujcie się na niewiele straszenia, jeszcze mniej myślenia, a zdecydowanie więcej strzelania i niekiedy trochę więcej błądzenia po mapach. Do tego dochodzi jeszcze aspekt zręcznościowy, ale nie ma tego tak wiele, aby potrafiło nas to zmęczyć. Przerabianie na konserwy turystyczne piekielnych pomiotów bawi i cieszy do samego końca przygody. Doom jest rozbrajająco bezpretensjonalny i tego przed wami nie ukrywa. Esencją nowego Dooma są spektakularne potyczki z chmarą przeróżnych, aczkolwiek niezbyt pięknych bestii, które nabrały na kolorystyce w porównaniu do poprzednich odsłon serii. Z jednej strony czuć oldskulowy posmak poprzedników, z drugiej strony są one w jakimś stopniu podciągnięte do współczesnych standardów. My natomiast musimy być cały czas mobilni, ponieważ nasi wrogie są jeszcze bardziej ruchliwi i nie korzystają z broni palnej. Świetnie sprawdzają się tzw. glory kills mimo, iż po czasie się powtarzają to są niezwykle przydatne.

 

Różnorodność spluw to drugie piękne oblicze tej gry, ponieważ feeling strzelania jest wyborny, a postawiono tutaj zdecydowanie na jakość oraz odpowiednie wyważenie niżeli na ilość . To powoduję, że chce się grać w Dooma, chce się jeszcze raz zaliczać poziomy i w sposób jak najbardziej przebojowy wykańczać kolejne fale urozmaiconych starych, lekko zmodyfikowanych znajomych z poprzednich odsłon serii. Zapomnijcie o serii Call of Duty, niechlubnym Rage i Wolfenstein The New Order – od teraz singplayerowa zabawa w nowym Doomie wchodzi w nowy, wyższy wymiar intensywności i emocjonalności podczas wielu niezapomnianych potyczek. Niemniej nie jest to tytuł, który zapamiętacie na długo, ale za to stanowi doskonały poligon do sprawdzenia się w boju pod kątem refleksu, mobilności, zręczności i pomysłowości. Przerywników filmowych tutaj praktycznie nie ma i dobrze, ponieważ jak gra jest o eksterminowaniu to niech tak zostanie do samego końca bez natrętnego wdrażania nudnych, zbyt przeciągniętych linii dialogowych czy też cut-scenek. Tego nie ma i jest to bardzo dobra koncepcja, która sprawia, że cały czas kontrolujemy naszą postać.

 

 

 

 

 

 

Eksploracja to też ważny element nowego Dooma

 

Paradoksalnie czułem się w tej grze niczym super heros na którym piekielne pomioty nie robią absolutnie żadnego wrażenia. Tego w poprzedniczkach nie odczuwałem, aczkolwiek jest to w jakimś stopniu wytłumaczone fabularnie. Zabijałem setki, tysiące istot z piekła – taśmowo, gdy wcześniej kilku raptem przeciwników stanowiło realne zagrożenie. W każdym razie jest przebojowo, wybuchowo oraz żywiołowo. Nie przeszkadzało mi nic w doskonałej zabawie, prócz okazjonalnych doczytujących się w tle tekstur i problemach z pozycjonowaniem dźwięku. Nawet koszmarny dubbing był mi nie straszny. Poziom trudności jest sprawiedliwy i wszystko wyłącznie zależy od naszego skilla. Szybko jednak nabrałem wprawy i hurtowo pozbawiałem życia nawet tych najtwardszych rywali. To chyba wystarczająca rekomendacja jaką mogę w tej chwili jej przyznać, że cała zabawa jest radosną podróżą w piekielną otchłań.

 

 

Technicznie majstersztyk, wizualnie ładnie, ale bez szaleństw

 

Grafika w nowym Doomie nie zachwyciła mnie, ale nadal jest to bardzo ładna gra. Kolejna wersja silnika id Tech pokazuję się z dobrej strony, oferując zadowalającą wydajność oraz bardzo ładną jakość obrazu. Warstwa wizualna jest zawsze kwestią dość kontrowersyjną i to nieważne czy jest ona świetna, czy też nie. Od pewnego czasu utarło się, że dana produkcja musi swoim wyglądem przypominać Crysisa, bo inaczej wiele osób zacznie marudzić. Niemniej premiera Doom to także triumfalny powrót do czasów tworzenia zaawansowanych silników graficznych, lecz nie tak spektakularny. Nadal bolączką są, aczkolwiek w dużo mniejszym stopniu są doładowujące się w tle tekstury. To już szósta generacja silnika id Tech, czyli długo oczekiwany powrót do formy. Połączanie wysokiej wydajności i strzelanie w 60 klatkach na sekundę na średniej klasie sprzęcie oczywiście cieszy. Wirtualne teksturowanie oraz wysoka stabilność podczas rozgrywki wraz z zaawansowanym oświetleniem i powierzchniami opartą na OpenGL, czyni z id Tech 6 dobrą alternatywę dla innych silników bazujących na bibliotekach DirectX. Choć niebawem można się spodziewać zaimplementowania najnowszego, ale wciąż raczkującego API Vulkan i wtedy trzeba będzie ponownie zweryfikować wyniki wydajności na konkretnych kartach graficznych.

 

To co robi kapitalne wrażenie w grze od id Software to bez wątpienia porywająca animacja poruszania się bestii oraz ich niesamowita zwrotność. Marsjańskie widoki na placówkę badawczą oraz projekty poszczególnych poziomów robią spore wrażenie i budują odpowiedni klimat w świecie bardziej kolorowych istot z piekła niż zwykle bywało to w przeszłości. Efekty wybuchowe w postaci eksplozji i wyrywania przeróżnych części ciała ze stworów oraz ich sam design po prostu zachwyca. Niemniej jednak sama jakość tekstur to nie jest zaskakująco wyższy poziom w porównaniu do gier pokroju: Rage i Wolfenstein bazujących na id Tech 5. Mimo to pecetowa wersja jest doskonale zoptymalizowana przynajmniej na kartach Geforce od Nvdii i w tej materii nie trzeba wcale posiadać mocarnego komputera. W dodatku jest cała gama ustawień, co świadczy od dobrej jakości pecetowego wydania. Nieważne przecież ile mamy mocy obliczeniowej w naszym pececie, bo nadal dobra optymalizacja jest kluczowa, niezbędna, aby cieszyć się danym tytułem. Reasumując Doom funduję okazjonalnie piękne widoki, niekoniecznie ostre jak brzytwa tekstury, ale za to celuję w stabilne 60 k/s.

 

 

 

 

 

 

Grafika może

 

dupy nie urywa,

 

ale jest naprawdę ładna

 

 

Muzyczna poezja, demoniczne brzmienie

 

Za muzykę odpowiedzialny jest Mick Gordon. Tworzył ścieżkę dźwiękowo do takich produkcji, jak chociażby: Wolfenstein The New Order oraz The Old Blood, Need For Speed: The Run. Trzeba go pochwalić, bo spisał się bardzo dobrze. Tego samego nie można napisać o słabej polskiej lokalizacji i niezrozumiałym dla mnie dubbingowaniu gier, które nie są fabularnym szczytem marzeń pokroju trzeciego Wiedźmina. Po co dubbing w miałkiej scenariuszowo strzelance? tego chyba nikt nie wie. Powracając jednak do soundtracku znakomicie kontrastuję z charakterystyką tego świata otoczonego wokół ogniem oraz żarem. Co więcej – wypada ona zaskakująco dobrze i zdecydowanie lepiej od warstwy graficznej. Muzycznie Doom uderza w mocne, metalowe nuty, pomimo że nie przepadam za takim stylem muzycznym, taka ścieżka dźwiękowa doskonale akompaniuje w demonicznej jatce.

 

 

 

 

 

Rozwój bohatera oraz

 

modyfikacja broni miło

 

mnie zaskoczyła

 

 

Kampania zaskakuję, gdy multiplayer rozczarowuję

 

Jak już doskonale wiecie strzela się wybornie i jest to cholernie rajcujące, ale nie w multiplayerze. To dokładnie to samo uczucie, które towarzyszyło mi podczas ogrywania bety. Gra powstała z myślą głównie o kampanii i to jego główna niepodważalna siła i jednocześnie as w rękawie. Twórcy mogli wziąć przykład z innej produkcji np. Wolfenstein: The New Order i podusić sobie umieszczanie trybu sieciowego, bez szkody dla tej gry. Multiplayer jest totalnie niepotrzebnym dodatkiem, a tytuł ten świetnie się broni wykonaniem w zabawie dla pojedynczego gracza. To mieszanka współczesnych trybów i znanych rozwiązać. To także słaba hybryda gier typu Call Of Duty, Halo z domieszką Quake III Arena, co finalnie rozczarowuję. Gra się momentalnie przyjemnie, chętnych do gry może nie brakuję, ale liczyłem na coś więcej. Niemniej nie ma sensu się powtarzać, przy okazji tryb multiplayer opisywałem na potrzeby beta testów. Niemniej lepiej zapomnieć o trybie multiplayer, który jako jedyny psuję pozytywny odbiór gry. Bardzo fajną nowinką jest również możliwość edytowania i tworzenia map, więc jest szansa na ciągłe nowości w grze.

 

Lepiej, ładniej, intensywniej, powrót króla w nowym, bardziej kolorowym stroju zasługuję na aprobatę

 

Nowego Dooma można opisać w kilkunastu słowach – to szalenie widowiskowa rzeź, bardziej krwawa, zdecydowanie szybsza i nieporównywalnie ładniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Na samym początku byłem sceptycznie nastawiony, pomyślałem sobie, że to może się nie udać, ale gra mnie jednak na tym polu pozytywnie zaskoczyła. Idea powrotu do klasycznego piekła jest strzałem w dziesiątkę. Król w nowych szatach powrócił na zasłużony tron, spełniając moje oczekiwania w najdrobniejszym szczególe i niespodziewanym dla mnie momencie. Nie spodziewałem się aż tak spektakularnego ''show'' w którym demoniczne upiory odsyłam do piekła w ostrym, metalowym muzycznym akompaniamencie. Nie jest to jednak gra dla każdego, bo nie oferuję nic ponadto, prócz rajcującej i ultra szybkiej strzelaniny. Również multiplayer nieco rozczarowuję, ale o tym każdy już w zasadzie wiedział przy okazji beta testów. Jeśli szukacie wyzwań, przepotężnej dawki adrenaliny, permanentnego napięcia i nieustępliwych stworów to jest zdecydowanie gra waszych marzeń. To bez wątpienia jeden z poważnych pretendentów do miana strzelanki tego roku. Nie pozostaję mi nic, jak zarekomendować fanom mocnych wrażeń wybornej, bezkompromisowej jatki w starym, dobrym stylu jaką zafundowało nam studio id Software, aspirująca do jednych z najbardziej dynamicznych i wymagających strzelanek ostatnich lat.

 

Ocena gry 8/10

 

 

Plusy:

 

  • Dynamiczne tempo rozgrywki oraz absorbujący gameplay;

  • Wielopoziomowa walka z możliwością efektownych, brutalnych zabójstw chwały;

  • Długa, totalnie oldskulowa zabawa w trybie dla pojedynczego gracza;

  • Satysfakcjonujący oraz w pełni sprawiedliwy poziom trudności;

  • Tona rzeczy do odnalezienia;

  • Bardzo dobra optymalizacja;

  • Konkretny rozwój bohatera i modyfikacja broni;

  • Mnogi arsenał spluw oraz urozmaiceni przeciwnicy;

  • Świetny projekt map;

  • Idealnie dobrana mocna muzyka kontrastująca z charakterystycznym, krwawym gameplayem;

 

Minusy:

 

  • Graficznie nie zwala z nóg;

  • Odejście od budowania klimatu grozy;

  • Nie każdemu przypadnie charakter zabawy z nastawieniem na rzeź;

  • Okazjonalne problemy z pozycjonowaniem dźwięku;

  • Multiplayerowo zawodzi;

 

Galeria

Comments: 0 (Discussion closed)
    There are no comments yet.

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium