Nowa część Cywilizacji nie podbiła serca graczy, jednak ulokowanie rozgrywki w kosmosie było trafnym posunięciem ze strony twórców dla fanów lubiących klimat science- fiction.

Sid Meier's Civilization to kultowa seria, która zrzesza całe grono fanów na całym świecie. Tym razem przyjdzie nam kolonizować całkowicie obce planety. Miałem pewne obawy czy styl w jakim prowadzana jest rozgrywka przypadnie mi do gustu. Szybko jednak rozwiałem swoje wątpliwości i tak jak w przypadku docenionej przez grową branżę produkcji XCOM studia Firaxis natychmiast wsiąknąłem po raz kolejny w syndrom jeszcze jednej tury. 

 

Jestem nowicjuszem w tej serii, więc dla mnie pierwsze chwile spędzone z tym tytułem należały do nie lada łatwych zadań, aby ogarnąć mechanikę zabawy z nowym dziełem Firaxis. W między czasie ogrywałem Cywilizacje 5, aby lepiej przyswoić opcje oferowane przez oba tytuły. Nie tylko to, bowiem także żeby mieć jakikolwiek punkt odniesienia. Na moje szczęście gra krok po kroku wyjaśniła mi podstawowe czynności i przybliżyła złożoną mechanikę rozgrywki. Robi ona piorunujące wrażenie pod względem rozbudowania oraz ilości rzeczy dostępnych do zrobienia podczas jednej tury. Zarządzanie kolonią sprawiało mi ogromną frajdę i nie pozwalało oderwać się od magnetyzującej rozgrywki. Wszystko po to, aby nie popaść w kolonialną stagnację. Nieustanny progres naszych placówek jest fundamentalną częścią zabawy. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie spodziewałbym się po sobie tego, że sięgnę po tytuł oparty na systemie turowym przed którym przeważnie starałem się skutecznie uciekać. Tymczasem przełamałem się po raz drugi i tak jak w przypadku XCOM wsiąknąłem w świat gry na wiele godzin. Zważywszy ile czasu poświeciłem w XCOM, moje obawy zeszły na dalszy plan. Syndrom jeszcze jednej tury ponownie dał mi się we znaki. Nawet do takiego stopnia, że na rozgrzewkę rozegrałem późną porą 250 tur i wciąż odczuwałem niedosyt, chciałem po prostu jeszcze coś usprawnić w swojej kolonii. Z kolei budząc się wczesnym porankiem poddawałem się rozmyśleniom co w następnych turach uda mi się dokonać, a może wskórać. To jest esencja nowej Cywilizacji, która może nie wyróżnia się na tle poprzednika niczym specjalnym, ale równie mocno wciąga.

 

To co jest fajnego w tej grze, to fakt że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozegrać partię bez rozlewu cywilizacyjnej krwi na obcej planecie. Nie każdy przecież marzy wyłącznie o stworzeniu hegemonii i podboju innych cywilizacji. Zatem gra stwarza możliwość  kulturowego lub też naukowego odniesienia zwycięstwa. Oczywiście skolonizowanie planety jest przyjemne, ale gra nie wymusza na nas stylu prowadzenia rozgrywki. Chcesz być pacyfistycznie nastawiony do innych nacji to nie wszczynaj jako pierwszy wojen z innymi graczami sterowanymi przez komputer. Mimo wszystko nawet minimalne zaplecze armii wojskowej musi być zachowane do obrony naszych placówek przed agresywnym najazdem z któregoś z przywódców z danej frakcji. Warto więc rozważyć opcję początkowego zakupu kilku ofensywnych jednostek, aby stacjonowały w mieście  i strzegły granic naszego terytorium. Nie ma większego sensu inwestowanie w wielką armię jeśli nam zależy na innych formach zwycięstwa niż tą najbardziej popularną Dominację. Mimo wszystko bierna postawa komputerowego SI opartej na zdrowej rywalizacji nie czymś co może mnie zadowolić. Tym samym warto wybrać wyższy poziom trudności, aby czerpać większą radość z rozgrywki.


Wprawdzie mamy dostępnych różniących się stylem i zachowaniem 8 nacji, lecz jest to ułamek tego czego można doświadczyć w piątej odsłonie. Do wyboru mamy Unię Afrykańską, korporacje APO czy Franco Iberrię. To po prostu odpowiednicy państw znanych z poprzedniej części, tylko z tą zasadniczą różnicą, że jest ich teraz znacznie mniej. Państwa miasta zostały zastąpione przez sponsorów i ta zmiana wyszła na gorsze. Przez każdym rozpoczęciem przygody z nowym dziełem Firaxis dokonujemy wyboru na zasadzie jaką frakcją dokonamy desantu oraz co ze sobą zabierzemy. Czy będą to robotnicy stawiający od razu nowe budowle, czy może jednostka wojskowa, która chronić będzie nas przed agresywną rasą obcych. Jest tego więcej, lecz tylko od naszego stylu gry i sposobu na zwycięstwo zależy co będzie nam bardziej przydatne do końcowego sukcesu. To pozwoli nam na lepszy start oraz dogodniejszą pozycję w kwestii rozwoju kolonii.


Jak już wspominałem nieustanny rozwój miast, zadbanie o dostęp do surowców i polepszający się poziom zdrowia jest kluczowe dla ciągłego progresu w trakcie rozgrywki. To stanowi podstawę dobrej i cholernie satysfakcjonującej rozgrywki. Uwierzycie bądź też nie, ale to diabelnie wciąga, mimo że nie prezentuję się to od strony wizualnej szczególnie porywająco. Grafika schodzi na dalszy plan, bowiem konstrukcja rozgrywki jest tym co przyciągnie każdego fana strategii i nawet takiego nowicjusza takiego jak ja. Można wręcz poczuć się mieszkańcem tej planety. De facto to my mamy duży wpływ oraz równoległe  frakcje na wygląd planety. Zasiedlanie jej wiążę się dokonywaniem prostych acz ciekawych wyborów. Często dodając punkty w stronę danej doktryny lub też wzmacniając np. produkcję lub poziom zdrowia aktualnie panującej w naszych koloniach. Egzotyczny klimat panujący na planecie jest pewnym urozmaiceniem względem poprzednich odsłon serii. Obca forma życia jest nie tylko substytutem Barbarzyńców z Cywilizacji 5, lecz jest niezwykle agresywna przynajmniej w początkowej fazie zabawy. Nie pozwalają nam na przyjemną eksplorację i nie ułatwiają bezpiecznego zasiedlania się kolonistów. Niemniej ich ilość oraz walory bojowe na początku są mocno zarysowane przez co ciężko z nimi toczyć równorzędną walkę. Na przykładzie jednostki Czerw bardzo silnej i o dużej odporności stanowi nie lada wyzwanie, aby go unicestwić. Potrzeba sporych sił i zróżnicowanego wojska, aby stawić mu czoła.


Nie jestem wielkim znawcą serii i także jej zapaleńcem. Mimo wszystko mogę śmiało powiedzieć, że nawet bez tego można się tutaj świetnie, wręcz wybornie bawić. Rozgrywka opiera się na rozegraniu potężnej ilości tur co pochłania automatycznie dziesiątki godzin. W tym samym czasie rozwijamy placówki, które z czasem się coraz to bardziej powiększają, wyznaczamy nowe szlaki handlowe zarówno drogą lądową jak i morką, nie zapominając o rozwoju technologii kluczowej do osiągnięcia któregoś ze zwycięstw. Na tym jednak nie koniec, albowiem do gry dodano agencję wywiadowczą dzięki której będziemy wysłać naszych agentów specjalnych na tajne operacje. Wprowadza to powiew świeżości w rdzeń rozgrywki, urozmaicając ją. Szkoda jedynie, że nie poczyniono absolutnie żadnych zmian w systemie dyplomacji, która jest piętą achillesową tej produkcji. Z racji tego, że ciężko cokolwiek wynegocjować z innymi frakcjami, a sama ilość dostępnych opcji jest raczej skromna. Ten system jest bardzo umowny i sprowadza się jedynie do wszczynania wojen i zawierania sojuszu. Za to przemodelowane zostało drzewko technologii, które teraz jest bardziej elastyczne i pozwala na większą swobodę w dokonywaniu wyboru, którą ścieżka podążymy. Z fajnych nowości można nadmienić system doktryn. Bez tego o zróżnicowaniu wojsk i budowli można byłoby zapomnieć. Mamy zatem harmonię w której asymilujemy się z obcą formą życia, czystość zachowując człowieczeństwo i na sam koniec supremację, która jest czymś pomiędzy tymi dwoma. Każda z nich diametralnie się od siebie różni odpowiednimi technologiami oraz unikalnymi jednostkami o specyficznym wyglądzie. Najfajniejszym wizualnym smaczkiem jest to jak zmienia się nasza placówka nabierając charakterystycznych barw dla danej doktryny.


Formy zwycięstwa uległy lekkiemu przetasowaniu, ale w dalszym ciągu jest ich wystarczająco dużo, aby dobrze się tutaj bawić. Prócz standardowej dominacji mamy także inne opcję wygranej jak: kontakt, transcendencja, wyzwolenie oraz ziemia obiecana. Ulubioną przez wszystkich formą odniesienia sukcesu jest tryb dominacja. Znany i lubiany tryb sprawia oczywiście frajdę, lecz w moim przypadku stawiałem najczęściej na naukowe odniesienie końcowego sukcesu. Sprawiało mi to zdecydowanie więcej satysfakcji niżeli z podboju. Nadal zyskujemy punkty za rozwój placówek, ilość dostępnych cudów i rozwój kulturowy. Wszystko po to, aby po rozegraniu 500 tury w której nikt nie odniósł konkretnego zwycięstwa podsumować ilość zdobytych punktów. Ta frakcja która ma ich najwięcej rzecz jasna wygrywa.O tej grze i jak i poprzednich odsłonach można byłoby pisać godzinami z uwagi na złożoność rozgrywki. Moje myśli wręcz nie nadążają nad produkcją tekstu w kwestii możliwości tego tytułu. Z obcowaniem z Beyond Earth będzie konieczne kilka dni wolnego, aby jedynie oswoić się z mechaniką rozgrywki dla laików serii oraz dla tych co marzą o supremacji planetarnej.


Oprawa wizualna schodzi na dalszy plan, nie jest tak istotna jak w przypadku gier akcji. Nie da się jej jednak odmówić specyficznego uroku i walorów estetycznych. Całość nie wygląda super szczegółowo i specjalnie efektownie. Jest za to przejrzysta i daję obraz na wgląd na nasze pięknie rozwijające się kolonie. Nie przeszkadza, ale i też nie odstrasza odbiorcy. Klimatyczna ścieżka dźwiękowa to już inna para kaloszy. Umila spokojną i relaksującą rozgrywkę. Została dobrana tak, aby w pełni zanurzyć się w klimacie s-f. Wywołuję zdecydowanie więcej emocji niż wszelkie inne elementy gry.


I to cała Cywilizacja. Nadal wciągająca, bezstresowa produkcja oparta na niezliczonej ilości tur. Obca ekosfera dostaję grze kontraktu, a całość jest lekko usprawnioną kalką kultowej wręcz piątki. Nie wszystkie zmiany są na tyle duże, aby całkowicie odmienić wieloletni schemat opracowany przez studio Firaxis. Są to jednak drobne rzeczy, które mają marginalny wpływ na rdzeń zabawy. Jednak coś starano się zmienić i domyślam się, że dopiero nadchodzące dodatki dodadzą wiele ciekawych opcji, wzbogacając rozgrywkę, która i tak stoi na wysokim poziomie. Suma summarum dla fana serii być może będzie to okazja do powrotu, dla innych lepszym wyborem może się okazać zakup wcale nie gorszej Cywilizacji 5 za śmiesznie niskie pieniądze. Wybór więc należy do was. Beyond Earth nie zawiódł mnie, ale też nie miałem względem jego żadnych oczekiwań i może dla tego przypadł mi do gustu.

 

 

Ocena gry 7.5/10  Dobra

 

 

Zalety:

  • Klimatyczna muzyka idealnie wpasowującą się w atmosferę rozgrywki;
  • Estetyczna oprawa wizualna oraz malownicza paleta barw;
  • Wizja przyszłości;
  • Możliwość wysyłania agentów na tajne misje;
  • System doktryn i przemodelowane drzewko technologii;
  • Rozgrywka ponownie diabelnie wciąga,
  • Starcza na długo;

Wady:

  • Beznadziejnie działająca dyplomacja;
  • Zbyt mała ilość charakterystycznych nacji;
  • Zróżnicowanie jednostek i budowli jest zdecydowanie zbyt skromne;
  • Ilość zmian względem poprzednika jest stosunkowo mało zauważalne;

 

 

 

Write a comment

Comments: 0

Kontakt:

GG 8767038

Email: kamil89pl@wp.pl

Moja specyfikacja PC:

CPU: Intel Core i7 7700K 4.5 Ghz

MOBO: MSI Z270 Krait Gaming

GPU: MSI GTX 1060 Gaming 6G

RAM: 16 GB RAM DDR4 3200 MHZ

PSU: Silentium PC L1 Vero 600W

OS: Windows 10 Home Premium